Chanka

Chanka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porno. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 grudnia 2014

"Gimme gimme gimme a man after midnight! Won't somebody help me chase these shadows away?"

- No… dobra wódka. W tym to masz gust zajebisty, nie powiem. – uśmiechnęła się. – Ale do rzeczy. Przede wszystkim, zabrał swoje rzeczy?
- Tak, nawet swój fortepian. Ale to musiało być strasznie niedawno, bo dozorca mi opowiadał cyrk z wynoszeniem tego fortepianu. W każdym razie się wyniósł i nawet zostawił po sobie porządek. To Nawet nie w moim stylu, wiesz?
- Taa. A ja mam dla ciebie propozycję -  zmień mieszkanie…
- No chyba nie. – zdębiałam. – Aż tak radykalne musza być te zmiany?
- Tak.
- No… ale…
- Masz hajsu w ciul, jeśli dobrze pamiętam… ta?
- No jasne, i drugi dom. Mam to wszystko sprzedać?
- No, i jeszcze samochód.
- O nie. Nein, nein, nein, nein, nein. To moja miłość.
- No, to samochód odpuścimy. Zapisz na karteczce, o tu: znaleźć firmę do przeprowadzek. A teraz wstawimy ogłoszenie na Internety, bierz aparat i rób zdjęcia… ale bez tej wódki, okej? Póki jest porządek.
Wstałam, sięgając po podany mi aparat i poszłam robić zdjęcia, zastanawiając się, co mi jeszcze zleci.
- Rób te zdjęcia, ooo dobrze, chatka wypas, pełne wyposażenie… hm, a może je po prostu wynająć, byś miała hajsu w huk i jeszcze więcej? Dobra, wynajmujemy… i dom i mieszkanie, dom później, najpierw mieszkanie.
- Nie sądzisz, że to zbyt pochopne?
- Absolutnie nie. Już mam firmę od przeprowadzek, zapiszę sobie numery… hmm… okeeej. Mam. A teraz chodź tu z tym aparatem, wrzuć zdjęcia, i zaraz poszukamy ci domku. Ile masz do dyspozycji teraz, w banku?
- No… tak na oko, to z 800 tysiów najmniej.
- Za 500 znajdziemy dobrą chatę. Ty konia tamtego jeszcze masz?
- No cały czas na utrzymaniu, ale oddałam w dzierżawę, bo nie mam dla niego czasu, znaczy… nie miałam, teraz to bym miała. Dzierżawa ważna jest jeszcze pół roku.
- Ile ten twój konio wart?
- Nie sprzedam konia, jak i samochodu.
- Ile jest wart? Cały z tymi swoimi akcesoriami.
- No 50 tysi. – jęknęłam.
Baśka odwróciła się na mnie z wielkimi oczami.
- Dałaś 50 tysięcy za zwykłą chabetę?
- Nie, nie 50, tylko 70, a po za tym to jest wybitny ogier skokowy sprowadzany z Holandii na moje życzenie, jego ojcem jest koń który zdobył medal na Igrzyskach a matka to mistrzyni Europy w skokach, więc jest wart swojej ceny! – burknęłam. – A gościo co go ode mnie dzierżawi jeździ z nim na Mistrzostwa Polski co roku i zajmuje czołowe lokaty.
- Zarabiasz coś na tym?
- No Jacha, że tak! Płaci mi 3 tysiące za miesiąc i jeszcze daje ponad tysiak na opłacenie boksu.
- Chyba kupię sobie konia… nieważne. Gdzie ten twój koń stoi? W sensie w jakiej stajni?
- Stoi w takiej dużej stadninie na północnej wylotówce. Uprzedzając twoje pytanie – tak, chcę być niedaleko.
- Dobra, ooo patrz – energooszczędne chatki, w porządku cena, 155 metrów. Może być?
- Tylko, że są w budowie chyba.
- Nieee. Patrz, są zdjęcia z reala.
- A są z Tesco?
Popatrzyła na mnie z takim kpiącym uśmiechem.
- Coraz lepsze masz te suchary. Enyłej, może być?
- No niech będzie, pokaż ten projekto.
- No to napiszemy do właściciela, czy tam dewelopera, że chcemy te chatkę. Widzisz jak prosto?
- No tak. Ale to tak można, w jeden wieczór, nagle sprzedać chatę?
Baśka klapnęła laptopem.
- Dziewczyno, weź się w garść! Zjebałaś sobie tym łachmaniarzem życie! Chcesz to rozpamiętywać, czy kurde co? Odetnij się od czegokolwiek, co miałoby ci o nim przypominać! Dlatego to wszystko sprzedajemy.
- Masz w tym trochę racji, ale wolałabym…
- Chcesz się odciąć?!
- No chcę.
- To wiesz, co masz robić? Siadaj tu, i zaraz się zabieramy, co trzeba w tym domu dostawić. Na pewno meble – jedziesz.
- Gdzie?
- DESZCZU, CHOLERA, GDZIE TA TWOJA BŁYSKOTLIWOŚĆ?! Chodzi mi o to, żebyś powiedziała, co chcesz mieć w chacie.
- Łóżko.
- Tego się domyślałam, że to pierwsze powiesz. Zaczynamy od sypialni, okej, dalej.
I wymieniałam wszystko, co miałam w tej chwili w domu. Zapisałyśmy wielką listę zakupów, przejrzałyśmy oferty sklepów, parę rzeczy było nawet ładnych. I kiedy już nam butla leciała w połowie, Baśka stwierdziła, że na koniec strzelimy formata. Weszła na dysk, a tam mnóstwo zdjęć… takich ładnych i tych mniej grzecznych. Gdy natknęła się na zdjęcia panów z CIA, a właściwie do nich należących, spłonęła burakiem i zapytała, co to za porno trzymam na komputerze. Gdy jej objaśniłam, że to ja, kiwnęła głową, próbując się nie śmiać. Dodała tylko, że leżę jak kłoda, a przynajmniej na tym zdjęciu.
- Ej no sory, a co miałam robić? Wierzgać nogami? – zapytałam, śmiejąc się z ironią.
- Nie dziwię się że wziął nad tobą władzę, skoro ty mu się oddawałaś w całości w łóżku, to i pewnie na co dzień. Robił z tobą co chciał widzę. – parsknęła, śmiejąc się i oglądając zdjęcia.
- Może i robił, nie usuwaj zdjęć, Wenom pewnie chciałby taki smakowity kąsek zobaczyć.
- Ta, jakby to był film, to mógłby sobie przy nim zwalić.
Zamilkłam ze uśmiechem na twarzy i Baśka na to ryknęła ze śmiechem.
- Ty masz fiiiilm!!!!
- No. – uśmiechnęłam się.
- Odpalaj! Odpalaj!
- Przecież ty masz swoje porno prywatne w domu i do tego legalne.

- Ale ja lubię oglądać czyyyyjeś, no daaaaaj…

poniedziałek, 15 września 2014

Bad boyz (navy) blue

Zaczęłam się powoli cofać, i zakończyłam tę sekwencję na ścianie.
- I should sit there, sir. Ja tu powinnam siedzieć, sir. – wskazałam palcem na fotel.
- Dean, babe. Dean, kotku. – przekręcił głowę w drugą stronę.
- Major… Majorze... - opuściłam dłoń.
- What: major? Co: majorze? – nachylił się w moją stronę, nad biurkiem…
- Major, not babe. Majorze, nie kotku. – nabrałam w końcu pewności siebie.
- Please, have a sit. Proszę, usiądź. – wstał i wskazał na mój fotel, stanął za nim.
- I should tell it, not sir. Ja to powinnam mówić, nie sir.– poprawiłam frak munduru i usiadłam. Oparł się na fotelu, odsłonił moje ucho i szepnął.
- Dean, sweet girl. Dean, słodka laleczko. – dmuchnął mi dymem w ucho. Skrzywiłam się na to i nie bardzo wiedziałam co robić. Bez papieru, nie mam co cwaniakować, może wytrzymam te zaloty a la Trynkiewicz.
- With respect, but I think si… Z całym szacunkiem, ale uważam że si...
- Dean, dammit, Dean. Dean, do cholery, Dean. – zwrócił mi uwagę, ze stoickim spokojem, podnosząc krzesło z naprzeciwka i omijając biurko, siadł jakby tak obok a jednocześnie naprzeciwko. Trochę mnie przerażała ta sytuacja. Przestraszona, spoglądałam we wszystkie strony, myśląc, jak tu wybrnąć.
- Don’t resist me… Nie opieraj się mi... - mruknął, oglądając mnie z góry na dół. - … we both know, that you want me, as much as I want you. And it’s impolite, lie to superior, isn’t it? ...oboje wiemy, że ty chcesz mnie tak jak ja ciebie. I to nieuprzejme kłamać przełożonemu, no nie? – dotknął mojego uda zaczął je głaskać. W podświadomości już układałam plan, jak rozwalić mu łeb o granitowy parapet za nim, ale rozum krzyczał, ze wtedy, to się pogrążę, tyle z tego będzie.
- … not good girl… ...niedobra dziewczynka...
Ale za chwilę przesadził, bo jego dłoń podążyła za daleko. Strzeliłam mu z liścia. Obrócił głowę, westchnął, zamruczał i obrócił się z powrotem…
- … mrrrr … - wstał, podążając ręką po moim tułowiu i piersiach. Zaciskałam zęby ze złości. - …you are rough chick… ...ostra laska z ciebie... - znów zaszeptał mi do ucha. - … I like it… … Lubię to... - ugryzł moje ucho i zakręcił fotelem. Mało że niedobrze mi się robiło na te jego zaloty, to jeszcze to kręcenie. W końcu zatrzymał fotel nogą, o moje nogi, szybko ją przełożył pomiędzy moje łydki i pociągnął za rękę do pionu.
- You will fill my orders? Or no? Będziesz wypełniać moje rozkazy? Czy nie?
- That, what you do now, is called mobbing. That what you want to do is called sexual molestation. To co robisz teraz, nazywa się mobbing. To co masz zamiar zrobić, nazywa się molestowanie seksualne.
- And you want to call police? I co, chcesz dzwonić na policję?
- Germandery. One button, and they’re here. Someone tried to rape me, a few years ago. Just try, and you’ve lost your position and work. Żandarmerię. Jeden przycisk i tu będą. Ktoś mnie już kiedyś próbował zgwałcić. Tylko spróbuj, a stracisz swoją pozycję i pracę.
- You are threaten me, or I misunderstood it? Grozisz mi, czy źle to odebrałem?
- Yes, you understood it good. Tak, dobrze to zrozumiałeś.
- Listen to me, little dolly. Słuchaj no, laluniu. - złapał mnie za tyłek I przyparł do biurka - I’ve connections everywhere. You will collaborate, I won’t tell anything your boss. And if you won’t collaborate, you will be fired. I think it was simple to understand. Mam znajomości wszędzie. Będziesz współpracować, nic nie powiem twojemu szefowi. Nie będziesz współpracować – wylatujesz. Myślę że to łatwe do zrozumienia.
Spojrzałam się na niego z obrzydzeniem. Stałam między dwoma ogniami – albo zaryzykuję wylot na bruk, albo to z nim zrobię… Lekko się skrzywiłam i czułam jak żółta piłeczka odbija mi się od głowy jak w Pomysłowym Dobromirze.
Tahaa! Już wiem. Zrobię to samo co Charlesowi, w Connecticut. Lecz nie do końca.
Spojrzałam z pokerową miną na Randalla i przejechałam po jego piersi aż do twarzy i pogładziłam go. Uśmiechnął się szeroko.
- I see that we get along. Widzę, że się rozumiemy.
- Zobaczysz jeszcze, jak cię załatwię skurwielu. – wycedziłam przez zęby ze sztucznym uśmiechem na twarzy, kontynuując poprzednią czynność. – I meant, let’s met there at night, it could be 4 a.m., huh? Miałam na myśli – spotkajmy się tutaj w nocy, może być 4 rano?
- With pleasure… Z przyjemnością... - dotknął mojej ręki, pocałował i przejechał językiem pomiędzy palcami. Co za gbur – pomyślałam. Za chwilę wyszedł, a ja spompowałam powietrze i klapnęłam, głęboko oddychając. Do gabinetu wszedł Wenom.
- Minąłem się z Randallem, coś się stało? – zapytał, lekko zaniepokojony.
Ja złożyłam twarz w ręce i podniosłam głowę. Oparłam się i zaczęłam ostro myśleć, jak to dalej pociągnąć. I żeby aktualnie się nie poryczeć.
Wenom wziął krzesło, które przestawił Randall i usiadł tam, gdzie powinien. Spojrzał na mnie chwilę i przekręcił głowę.
- Czy ta suka o nazwisku Randall coś ci zrobiła? – zapytał raz jeszcze.
Oparłam się na fotelu i zaczęłam nerwowo szukać papierosów. Gdy je znalazłam, trzęsącymi rękoma odpaliłam go i się w końcu uspokoiłam, odprężyłam się i dmuchnęłam dymem w górę.
- Randall … właśnie przed chwilą tu był i mnie mobbingował. – odparłam, spoglądając Wenomowi prosto w oczy.
- Groził że coś powie?
- Nie tylko. Szantażował. – westchnęłam, patrząc gdzieś w przestrzeń.
Wenom popatrzył w miejsce gdzie patrzę, a potem przetarł się po twarzy.
- I? – spytał, dosyć niepewnie.
Wyciągnęłam popielniczkę.
- Chciał mnie molestować. – odparłam bezemocjonalnie, strzepując popiół.
- Seksualnie? – zapytał, tym razem z nutą przerażenia.
- Tiaa. Ale mu się w tej chwili nie udało. – mruknęłam.
- Jak go zniechęciłaś?
- Problem leży właśnie w tym, że aby uwolnić się z jego uścisku, musiałam coś obiecać. I mam już plan.
- Co ci kazał? Co on w ogóle chce?
- Żąda mojego ciała. Powiedziałam mu, że ma przyjść tutaj o 4 w nocy, jeśli tak bardzo chce. Zagroził mi wcześniej, że jeśli się nie zgodzę na to, to postara się, abym już nigdy nie pracowała w tej dziedzinie, wiesz o co chodzi, nie? I obiecał że nic nie zrobi, jeśli dobrowolnie się oddam.
- Skurwiel.
- To samo pomyślałam, a nawet powiedziałam. Mam nadzieję, że Hewlett przebada tę krew do 4, bo jak nie, to albo nie przyjdę, albo przełożę, albo zwieję, albo będę zmuszona to zrobić. Właśnie miałam do niego dzwonić, aby to trochę przyspieszył, bo jak nie… nawet nie chcę o tym myśleć. – spuściłam wzrok w dół.
- Nieźle się wkopałaś.
- No kurwa. Jak stary ziemniak w kartoflisko. Ten Randall, to obok Błaszczyka, największy barbarzyńca, jakiego znam. Tylko Błaszczyk traktuje wszystkich równo, i bez jakiegoś seksizmu, a Randall – odwrotnie. Nie sądziłam, że to kiedyś powiem, ale wolałabym być w anclu u Błaszczyka po raz kolejny niż dać dupy Randallowi.
- To dlaczego sama nie zgłosisz przestępstwa?
- Limit żyć u Błaszczyka się wyczerpał. Teraz, to nie byłyby wakacje w areszcie, tylko kara więzienia. Jeśli choć trochę się orientujesz, jaka jest różnica między tymi dwoma słowami, to wiesz o co chodzi. – powiedziałam, biorąc telefon do ręki.

Zadzwoniłam do Hewletta. Na początku się opierał, ale jak powiedziałam o co dokładnie chodzi, to obiecał, że zrobi wszystko co w jego mocy.

środa, 9 lipca 2014

Hera koka hasz elezdi...

Chrząknęłam i poprosiłam o zmianę programu. Ta spytała, na jaki, na co Wenom się w tej chwili uśmiechnął, ożywił i włączył do rozmowy, wypalając – 372!
Spojrzałam na niego, jak na głupka. On śmiał się, i kazał czekać. Tak żem czuła, że to będzie coś w jego stylu.
Nietrudno zgadnąć że był to kanał o nazwie REDHOTSEXXX i naszym oczom ukazało się coś gorszego, niż śpiewanka o nagich falach i niezdecydowanych wyspach… znaczy się, odwrotnie. Popcorn szerokim strumieniem wyleciał w powietrze, Kubi z śmiechem patrzył na ekran a Wenom z pokerową miną oglądał akcję. Cała sala pobrzmiała śmiechem, a ja upadłam pod fotel i odwróciłam się do Wenoma, ze słowami, że nie mam zamiaru oglądać jakichś jego filmików instruktażowych.
- Tak? Przecież ty ich nie potrzebujesz…
- Nie, nie potrzebuję!
- … bo już jakieś tam doświadczenie masz. – uśmiechnął się.
Wbiłam wzrok w Wenoma, a Kubi we mnie.
- Co? – krzyknęłam sztucznie.
- No, co: co? Przecież widzę że już poruchałaś, potwierdź to, bądź nie, ale na prezent dla smoka, to ty się już nie nadajesz. – roześmiał się.
- Niby skąd ci to wiadomo? Co taki pewien jesteś, że wiesz?
- Chodź tu na fotel, usiądź sobie, pogadamy. Dla mnie największa kwestia, to nie kiedy, a z kim! – parsknął. – Co to za rycerz i spryciarz musiał być, że mu się udało posiąść taką dziką kobietę, która zdaje się nie wiedzieć o istnieniu sfery erotycznej pospolitego człowieka.
Zagryzłam wargę i wstałam.
- Nie powiem ci kto to był. – mruknęłam z pełną powagą i usiadłam.
- Czyli jednak? – wykrzyczał.
- Po pierwsze – ciszej, do kurwy nędzy. Po drugie – jak to zauważyłeś?
- No, wiesz, kiedy kobieta staje się prawdziwą kobietą, zachodzą pewne zmiany, nie tylko w jej zachowaniu, ale i w wyglądzie… - mruknął, kujonowato się przemądrzając.
- Gadaj. Co takiego widać? – złapałam go za kołnierz.
- Te, lala, spokojnie… - odsunął moją rękę i pogładził koszulę. - … po prostu kiedy kobieta miała już mężczyznę między swoimi nóżkami, to nogi w bioderkach się trochę rozchodzą, a u ciebie było to strasznie proste do zauważenia, bo masz, znaczy – miałaś w miarę niebogatą sylwetkę w tych miejscach. Sexual level - up! – zaśmiał się. – Ale mam pytanie.
- Nie powiem ci kto to, już powiedziałam.
- Nie, okej, ja z czym innym. Powiedz chociaż, czy był dobry.
- Chyba cię pojebało dziewczynko.
- Czyli cienias? - zawył ze śmiechu.
- Kurwa nie, nie będę ci fanzolić o takich beremontach. Spadaj na drzewo, balasie.
- Ale dlaczego?
- Po pierwsze - chuj ci do tego. Po drugie - nie mam porównania.
- Możemy tę drugą sprawę załatwić. - poprawił pasek, a ja zamiarowałam znów pierdolnąć go za kołnierz, ale załamałam tylko ręce.
- Ty to jednak jesteś popierdolony. - burknęłam, silnie zaznaczając "r".
- Ale dobrze ci było? Szybko doszłaś? Porządnie zabolało na początku? Popieścił cię chociaż troszkę, zanim ci go włożył? – zaczął głupio się pytać, z adekwatną miną do poziomu głupstwa.
- Skąd masz takie doświadczenia? Z gej klubów?
- Po prostu powiedz, i kończę temat. Jesteś jedyną kobietą, której mogę się o to spytac, bo pierwszy raz w życiu przyjaźniłem się z dziewicą. Ciekawośc mnie zżera, ot co, to chyba nie są trudne pytania? – zapytał, już całkiem poważnie. Jakub patrzył na mnie z lekkim uśmiechem, ale widać było w jego minie taką nutę zażenowania, jakby chciał żeby go tu nie było. Wenom wyglądał całkiem poważnie, chociaż i tak wiem że oszukuje.
- Dzisiaj u Stefci! Przyniosę ci ekłipment. Zrobimy imprezę dziewiczo straceńczą.
- O swoich przygodach spod prysznica mnie nie musisz opowiadać, łomie. – mruknęłam ze śmiechem na odczepne.

I spotkaliśmy się u Stefci, w tym samym składzie, jak na Rezerwuar przystało. Wenom przyszedł pierwszy, bo tak miało być, Kubi powiedział mu, że nie bardzo ma ochotę uczestniczyć w tym przesłuchaniu, bo to takie troszkę niegrzeczne, pytać kobietę o te sprawy, a Hewletta nawet nie chcę tam widzieć, dopóki Wenom nie wyczerpie worka z pytaniami.
- Tutejszy?
- Nie. – westchnęłam, spoglądając w okno.
- Ojoj… - zaszczebiotał. – Chyba Deszczu nam się zakochał…
- Co ty wiesz o miłości…
- Tyle co ty o seksie. Wszystko widac jak na dłoni, kochana. Patrzysz gdzieś w dal, zamyślasz się od jakiegoś roku. Kiedyś byłaś taka jak ja – wolny strzelec, wszystko wolno, mam wszystko gdzieś. Wy-je-bane.
- Ty też kiedyś byłeś zakochany.
- Tak, ale nie mam zamiaru rozmawiać o Jill. Jeśli by kochała mnie tak samo jak ja ją, nigdy by nie zgodziła się na takie misje, zagrażające jej życiu. I widzisz co się stało. Nie ma jej.
Tą wypowiedzią Wenom uświadomił mi jedną, ważną rzecz. Jaką krzywdę robię Ray’owi tymi wyjazdami i szpitalami. I jak mniejszą mi wyrządza on, ciągle ryzykując własne życie. Ale to ja tyle razy obrywam i leżę…
- … wierz mi, że gdybym mógł cofnąć czas, zabroniłbym jej tam jechać… - Wenom posmutniał i popił ambrozją. – Jeśli on cię kocha, nie rób mu tego co robisz. Nie wiem ile ze sobą jesteście, czy w ogóle jesteście, ale jeżeli on wyrazi chęć pozostania z tobą, a Ty chcesz zostać z nim, to nie krzywdź go w ten sposób. Opuszczenie zakochanego mężczyzny jest gorsze niż opuszczenie zakochanej kobiety. Mężczyzna aby się zakochać, musi mieć naprawdę powód. Kobiecie wystarczy ładna klata, i jest już jego.
- Nagle znalazł się obrońca uciśnionych… - mruknęłam ze śmiechem, bawiąc się słomką.
- … ech, po prostu ze swojego doświadczenia wiem. Jeśli jest między wami coś więcej, niż seks, to nie zachowuj się jak wolna i pochopna. Nawet najtwardszy mężczyzna zapłacze, jeśli kobieta którą kocha, zginie lub go opuści. Nie pamiętasz, jak było ze mną?
- A skąd wiesz, że ja mu krzywdę robię, co? Znasz go?
- Nie mam zielonego pojecia kto to, ale kimkolwiek by nie był, jest mężczyzną, bo czymś cię zadowolił, nie? A skoro jest mężczyzną, to jest słabszy psychicznie od ciebie, to jest taka męska natura… Szybciej się złamie, niż myślisz, tylko nie da po sobie poznać.
Oboje zamilknęliśmy, i za chwilę wparował do baru Hewlett.
- Weź to sobie do serca. – zakończył Wenom.
- Hej, smutasy, co taki pogrzebowy nastrój? – krzyknął Hewlett, ściągając kurtkę.
- Jaki pogrzebowy, po prostu o poważnych rzeczach rozmawiamy! – odparł Wenom.
- Czyli że o czym, bo jak zauważyłem, ty nie potrafisz rozmawiac poważnie o poważnych rzeczach…? – zapytał Doug, siadając i zacierając ręce z zimna. – Prawda Deszczu? – poklepał mnie po ramieniu. Ja milczałam, wraz z Wenomem. Hewlett z wesołej miny przeszedł na poważną.
- Ale że coś się stało czy co?
- Nic się na razie nie stało, po prostu rozmawialiśmy chwilę o Jill… - wyrecytował monosylabicznie Wenom, po raz kolejny popijając ambrozję.
- Żeście temat znaleźli do rozmowy. Ja tam mam dobry humor! – roześmiał się.
- Ale że coś się stało, czy co? – zapytał Wenom, w podobny sposób jak Doug przed chwilą, w wyraźnym sposobie prześmiewaniem się i próbą parodii.
- A nic, po prostu mi się powoli chyba wesele będzie szykowało. – Doug spojrzał na mnie, czego nie zauważyłam, bo zwróciłam uwagę na Wenoma, zapluwającego się drinem.
- Twoje?! – wykrzyczał. – Klękajcie kobiety…
- Nie, bucu, nie moje. Mnie się do ustatkowania nie śpieszy. Stary kumpel coś tam planuje, może będę jego drużbą. – Hewlett po raz kolejny się tak na mnie popatrzył, a ja zrozumiałam, że chodzi o Ray’a i mnie. – Gdzie Jakubina? – rozejrzał się po sali.
- Zaraz przyjdzie. – mruknął Wen. Ja nie mogłam oderwać wzroku od Hewletta. Coś wie.
- Chodź Hewciu, pójdziemy po ambrozje. – wzięłam Douga pod rączkę i wyprowadziłam z Rezerwuaru. Kiedy siedliśmy przy barze, zaczął się śmićc.
- … wiem o co chcesz spytać, bo widzę jak się zdenerwowałaś, jak wam przerwałem rozmowę. – śmiał się.
- Powiedział ci?
- O planach, czy o tym co było? – Doug oparł się na ladzie.
- O tym co było. – wycedziłam.
- Opowiedział mi wszystko, z najdrobniejszymi szczegółami. – Hewlett machnął ręką, jak artysta.
- Faceci to jednak debile. – mruknęłam sama do siebie. – Myślałam, że nikomu…
- Słuchaj… - złapał mnie z uśmiechem za rękę. - … to że powiedział mi, możesz sobię włożyc między bajki. Ja nie mam zamiaru o tym nikomu opowiadać, a on mi o tym powiedział… boo… - zatrzymał się - …bo jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, a mężczyźni często zdają relacje ze swojego pożycia seksualnego. – odparł, z pisknięciem. – Dokładnie tak jak kobiety między sobą, tyle że zwracają uwagę na trochę inne rzeczy. – puścił moją rękę i oparł się powrotem o bar.
- …i… i co ci mówił…? – zapytałam, dosyc niepewnie.
- Zapewniam cię, że nie bardzo chce ci się tego słuchać, ale nie mam pojęcia co cię interesuje z jego wypowiedzi. Kobiety najczęściej mówią o rozmiarze członka, o umiejętnościach, i tak dalej. Przecież ci nie będę mówił tego, co wiesz. – zręcznie się wyprowadził z sytuacji, popijając ambrozję.
- …ale, czy mu się … tego, no…
- Podobało?
- Tak, właśnie. – westchnęłam cicho.
- Kobieto. Nie wiem nawet jak to ująć. – roześmiał się. – Jest tak szalenie w tobie zakochany, że gada o tobie w samych superlatywach. Kompletnie go nie obchodzą twoje wady, a jeśli chodzi ci o to, jaka byłaś dla niego w łóźku, to w sumie nie powiem ci nic. Mężczyznom, generalnie każdy seks się podoba, kwestią jest z kim on był. Był z tobą, a z racji tego że cię ubóstwia, to jesteś dla niego boginią. Jak zawzięcie opowiada o twoim ciele i … eech. Nie chce tego mówić, to się nie nadaje do słuchania dla kobiet. I mnie, bo mi rozporek rośnie, także tego.
- A te całe plany?
Hewlett uśmiechnął się krótko.
- Nic ci nie powiem, bo byłoby to nielojalne z mojej strony. Zapewniam cię, że zła nie będziesz. – parsknął śmiechem. – Swoją drogą, ma szczęściarz farta że cię dorwał.Tyle co on się naprzeżywał za młodu… nie dziwię się, że los zesłał mu ciebie, chyba w ramach rekompensaty cię dostał.
- Fajnie, że określasz mnie tak przedmiotowo. – parsknęłam ironicznie.
- Nie, źle zrozumiałaś. Dostał możliwośc poznania ciebie trochę z innej perspektywy niż ja. Ja, jak dobrze oboje wiemy – nie mam szans u ciebie, ze względu na sytuację, w jakiej jesteśmy położeni. On miał trochę inną drogę do zdobycia twojego serca, może i trudniejszą, ale się mu udało. Jeśli to spieprzy, to sam mu łeb spiorę, bo takiej życiowej szansy nie wykorzystać, to...
- Będę pamiętać… - zakręciłam słomką w ambrozji.
- A ty? Jak wrażenia? – zapytał Hewlett.
- Weź już przestań, bo mi Wenom próbował robić mi wywiad pielęgniarki środowiskowej niedawno. Skądś się domyślił, coś o biodrach gadał. – zaczęłam się śmiac.
- Że się niby rozchodzą? – parsknął Doug.
- Dokładnie. To prawda? – zapytałam, całkiem poważnie.
- Jeśli by można było na rzut oka odróżnic dziewicę od rozpieczętowanej, to nie wiem co działoby się na tym świecie. W jajo cię zrobił i strzelił tak tylko. A ty widać łatwo się dałaś, nie? – wyśmiał mnie.
- …tiaaa… - mruknęłam wyciągając papierosy. – Polish?
- Nie, dzięki. – parsknął. – A i tak na przyszłość – jak macie zamiar robic schadzki?
- Nie będzie żadnych schadzek. – mruknęłam, odpalając kosmoslimkę.
- No nie gadaj, że nie chcesz podtrzymywac tego romansu. Coś było nie tak? – zdziwił się na to.
- Wszystko było bardzo dobrze, ale wiesz że tak się nie da w tym układzie. Musi zakończyć ten cały kurs i wyjśc spod moich skrzydeł. Na razie, jestem pod paragrafem, i jakby się Kliczko dowiedział, to pa-pa. Nie warto się rozpuszczać, bo jeszcze dojdzie do tego, że zaczniemy to robić w pracy, a tam naprawdę niełatwo o „lojalnego” współpracownika. – odparłam ironicznie.
- Trochę racja, i trochę lipa. – stwierdził popijając.
- Nie rozumiem, czemu lipa.
- Będziesz go tak nęcić przez następne pół roku, a po aniversarach pójdziecie od razu do ciebie? – zapytał, zażenowany.
- Nie, stwierdziłam, że ostatni raz dałam dupy przed ślubem. Nigdy więcej. I tak nie mam pojęcia, dlaczego to zrobiłam wtedy raz i potem drugi. Przysięgałam sama sobie, że dochowam czystości do ślubu. I dupa wołowa mi tylko została, o tyle dobrze, że nie przegrałam zakładu. – mruknęłam.
- Pożądanie, kobitko, pożądanie, tak to się nazywa… - uśmiechnął się.
- Że u was, to rozumiem, ale żeby u mnie? – założyłam nogę na nogę. - Zwalicie sobie, i po zawodach. Przecież wiem, że to dla was takie typowe, ty też pewnie robisz to co wieczór. Zagadką jest tylko przy czym.
Hewlett się uśmiechnął i spojrzał w dół.
- Chyba każdy facet bez kobiety, lubi sobie czasami pooglądać pornole z asystą ręki…
- Dla mnie to jest wstrętne, żeby tak sobie samemu robic przyjemność.
- Bo ty tak nie robisz? Zobaczymy, jak ci zabraknie twojego kochasia, to wtedy ciekawe jak zaspokoisz swoją potrzebę. – wybuchł śmiechem.
- Umiem się powstrzymywać, jak widać. – uśmiechnęłam się dumnie.
- Nigdy nic nie wiadomo. Może będziesz szukac, jakiejś męskiej prostytutki?
- Siedzi tam na Rezerwuarze, chętne do rżnięcia sexmachine.
- Ej wy tam, mizdrzycie się, czy bierzecie ambrozję? – ryknął Wenom.
- Weź nie pierdol, lalunia! – krzyknęłam, wstając. – Idziemy!
Wróciliśmy na Rezerwuar, i za chwile przyszedł Kubi, który rozwalił cały misterny plan.
- I co, Deszczu ci powiedział, Wen?
Hewlett spojrzał się na mnie uważnie i z uśmiechem, Wenom wybałuszył oczyska na Kubiego, żeby się zamknął a ja z nutą zażenowania spojrzałam na Douga i się zaśmiałam.
- Dobra, chłopaki… - zaczęłam, śmiejąc się. – Hewlett wie, nie macie co się ukrywać.
- Hewlett, od kiedy bawisz się w ginekologa? - roześmiał się Wenom.
- Więcej cipek tyżeś widział, niż ja, nawet jakbym się bawił, jełopie. - uśmiechnął się Doug. - …dobra, co mamy na dzisiaj?
- Z racji, że Deszczu właśnie stała się prawdziwą kobietą, to dostanie coś specjalnego… LSD kochana.
- Och, dziękuję, Wenom… będę miała odpały.
- Akurat, jakieś może kolorowe fantazje ci się objawią! – parsknął. – Zostaw sobie na później, lecimy z mąką.

wtorek, 8 lipca 2014

Strange, he's standing there below, staring eyes thrill me to the bone

Nieprzyjemne i przyjemne wspomnienia jednej nocy… na marginesie, moim bijaczem okazał się być jeden z bażantów, których grupka była u nas na jakby wycieczce zapoznawczej, w takim sensie, że przyjadą na parę dni i wracają do siebie się przygotowywać do egzaminów, aby się dostać do elitarnych jednostek. Gościu został jeszcze w tym samym tygodniu wypieprzony z wojska, i wsadzili go za kratki, a właściwie – do pokoju bez klamek. Okazał się być jakimś gwałcicielem, który nie został złapany, zdążył zmienić nazwisko, a zapisał się do wojska po to, aby nie być śledzonym. Specjalnie wybrał naszą ligę, bo jesteśmy chronieni. Całe szczęście, że nie udało mu się tu dostać.
Z natłoku myśli wyrwał mnie Ray, który słusznie zauważył że odprawa kończy się za 15 minut. Ja siedziałam przytulona do niego i spoglądałam na tablicę odlotów.
- I think you have to go… Chyba musisz już iść. - mruknął, przygnębiony, rozczesując moją grzywkę.
- You know where’s the point? In it that I will daily look at you, and couldn’t touch like that. We must end this show. Wiesz o co mi chodzi? O to, że będę codziennie na ciebie patrzeć, i nie móc dotknąć jak teraz. Musimy skończyć to przedstawienie. – odparłam, lekko poddenerwowana. Zawsze taka jestem, gdy coś się dzieje nie po mojej myśli.
- And you think, that I’ll resign army, yes? I uważasz, że zrezygnuję z armii, tak? – zapytał ze śmiechem.
- No, do your dreams, but… If you wouldn’t be in my department… It could be cool. Nie, podążaj za marzeniami, ale… jeśli nie byłbyś w moim plutonie… byłoby fajnie.
- Then what? You came to the United States, and marry me? A potem co? Przyjedziesz do Stanów i za mnei wyjdziesz? – zapytał.
- I don’t wanna live here… what? Nie chcę tutaj mieszkać… co?
- What: what? Co: co?
- You said, marry me? Powiedziałeś – wyjść za ciebie?
- Yes, people make weddings then children. Normal families. Tak, ludzie się żenią a potem robią dzieci. Normalne rodziny.
- You should think about not do it. I’m so… Powinieneś to dobrze przemyśleć. Jestem zbyt…
- Yes, yes, Susannah – I know you. You’ll be doing everything, to keep yourself alone. Let me explain something – I want live with you. Your behavior doesn’t really matter to me, you know? Sometimes, your bad habits are silly, some are good to me, like your love to my body. It’s pleasing, because you’re da one that I want, and I think that’s vice versa. We can make lucky marriage… Tak, tak, Susannah – znam Ciebie. Będziesz robić wszystko, aby zostać sama. Daj mi coś wytłumaczyć – chcę z tobą żyć. Twoje zachowanie nie ma dla mnie większego znaczenia, wiesz? Czasami twoje nałogi są durne, jedne dobre dla mnie, jak twoje pożądanie. To przyjemne, bo jesteś tą jedyną której chcę, i myślę że to działa także vice versa. Możemy stworzyć szczęśliwe małżeństwo.
- Yada – yada – yada. Both of us are sick in some parts of ours lives. You’re real studhammer, and of course – I don’t enter a cavecat, but… It works, when we are long time far away from ourselves. I don’t know, what it could be in daily life. Bla-bla-bla. Oboje jesteśmy upośledzeni w niektórych częściach naszego życia. Ty jesteś ogierem z prawdziwego zdarzenia, i oczywiście – nie wnoszę sprzeciwu, ale… To działa, kiedy jesteśmy długo i daleko od siebie. Nie wiem jak to mogłoby być w normalnym życiu.
- You are frightened of that I will raping you, that’s why? Boisz się że będę cię gwałcił, tak?
- Maybe kinda, that’s why. We must change, both. You must keep yourself tight, and I… well… it’s too much talking and not too much time to do it, because my plane would came back here, till I finish laundry list… Może trochę dlatego. Musimy się zmienić, oboje. Ty musisz się trzymać na wodzy, a ja… no… to za dużo gadania, a za mało czasu, bo mój samolot zdąży tu wrócić, zanim skończę czytać litanię. - po tych słowach wstałam, z nutą zażenowania, że jestem ideałem, ale tylko w moich oczach.
- Nevermind, as you are, or was, or will be, I’ll be still loving you. Nieważne jaka jesteś, byłaś, albo będziesz, nadal będę cię kochał. – wstał i złapał mnie za dłoń. – Don’t banish me, because of it… I try to have health mind, but you… you… Nie porzucaj mnie przez to… Staram się mieć czyste myśli, ale ty… ty…
- Now, I have guilty? Or what? No co, teraz to ja jestem winna? Czy co?
- It’s masculine thing, that you are firing up my body, by your look… and that you’re close to me. Try to understand it. I’m your first, and I wish to be the last… To męska rzecz, że podniecasz moje ciało samym wyglądem i kiedy jesteś blisko. Spróbuj to zrozumieć. Jestem twoim pierwszym i chcę być ostatnim…
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Your behavior is like calming drug. Everything you do. Twoje zachowanie jest jak lek uspokajający. Cokolwiek nie zrobisz.
- Let me kiss you, and go. Daj mi się pocałować, i idź. – uśmiechnął się i mnie pocałował. Zawsze ma w tym jakąś władczą siłę, że ja wtedy ostygam i przestaję się złościć. Ten sposób i ten smak, ta chwila, kiedy czuję jego usta, które są jakby lodołamacz, który każdą drogą, próbuje przebić się do celu. Nie mam pojęcia do jakiego, to porównanie też ciekawe. Po prostu tak silnie i zgrabnie pracuje żuchwą i ustami, że nie sposób się oprzeć i oderwać, jak już gdzieś tam wcześniej zauważyłam, nie?
Kiedy już przestał, pocałował mnie w czoło i szepnął coś, abym na siebie uważała…

Niedługo potem wsiadłam do samolotu i wróciłam do Polski!

***

Siedzimy z Kubim i Wenomem na sali telewizyjnej oglądając telewizję. Peszek chciał, że trafiliśmy na jakąś galę muzyki romantycznej, co szło za tym że ja siedziałam pochłonięta jedzeniem popcornu, kompletnie nie słuchając jak Wenom komentował teksty piosenek a Kubi go uważnie słuchał, kiwał głową i co jakiś czas wtrącał coś od siebie. Mimo siedzenia pomiędzy nimi, w ogóle nie słuchałam co mają do powiedzenia na temat tego, czy Cher śpiewa jak facet bez jaj i tak dalej…
Akurat jak skończyło się idiotyczne – Ona tańczy dla mnie, które ja przekręcałam na np. „Ona naszczy na mnie”, „Ona leży w wannie”, „Ona woli panie” , i tak dalej, tak na ekran wszedł Happysad ze swoim „Zanim Pójdę”.
- Jakiś dziecinny ten tekst. – mruknął Wenom.
- Wen, to jest bardzo głębokie wyznanie tego, że jak ty skaczesz po jakiejś lasce, to ona płacze. – parsknęłam, po raz pierwszy się odzywając w żarliwym dialogu.
- Ty zawsze znajdziesz jakieś aluzje do seksu. – mruknął.
- Przy tobie, przychodzi mi to z łatwością. – roześmiałam się. – Żartuję, nie wyczułeś ironii. Chciałbyś żeby tak było. Też myślę że to banalny i infantylny tekst. – prychnęłam. - Po co ja się w ogóle odzywałam. – bąknęłam sama do siebie, a może raczej do popcornu.
- Swoją drogą, prędzej jakaś laska skakałaby na mnie, a nie ja na niej. Coś ci się popieprzyło. – odparł. – To takie teksty, w stylu Kubiego, pewnie podrywa dziewczyny w ten sposób.
- Lepszy taki niż bezczelne łapanie za tyłek. – parsknął Kubi, udając że się obraża.
- O wreszcie ktoś ci to powiedział! – wykrzyknęłam. – Dwa do jednego, hahaha! – zaczęłam się śmiać. – Kubuś, żółwik, beczka i piąteczka!
- Heh, dobre z tym dwa do jednego. – parsknął Wenom.
- Ale ci zaraz zajebię. – syknęłam z szelmowskim uśmiechem.
Kiedy nasz hymn infantylności się skończył, zapowiedzieli wielki przebój w obcym języku. Zaczęliśmy się żywo kłócić „co to może być?”.
- Ja obstawiam „Everything I do” Adamsa – podniósł ręke Kubi.
- Ja mówię wam że to jest „She’s like the wind” Swayze’go. Na bank. – parsknął Wenom.
- Heh, a ja bym mówiła – „Careless Whisper” Michaela.
- Od kiedy piosenka tego geja jest romantyczna? – wybuchnął śmiechem Wenom.
- Od kiedy masz pindola, pedale. Jest ładna.
- Wiesz o czym jest? Że sobie facet nie potańczy jak z jakąś inną laską. Żałosne to jest.
- Ty jesteś żałosny, a Swayze’go możesz sobie włożyć między bajki. Z jego udziałem, to co najwyżej Time of my life.
- Zamknijcie się, zaczyna się! I będzie tekst! – uciszył nas Kubi.
Na ekranie pojawiło się „Je t’aime moi non plus”… wszyscy zamarliśmy, a w szczególności ja.
- Ooo, to jest miodzio. Rzeczywiście, zapomniałam o tej piosence.
I zamilknęliśmy wszyscy, jak na komendę, dopóki nie pojawiło się… to:
Je t'aime, Je t'aime
Oui je t'aime
Moi non plus
Oh mon amour
Comme la vague irrésolue
Je vais, je vais et je viens
Entre tes reins
- O w pytę wałacha. – mruknęłam.
- Co? – zapytał Kubi.
- Od dziś, ta piosenka nie jest romantyczna, jak dla mnie. – zaczęłam się ćmiać. – Ogarniacie trochę tekst?
- Z francuska, to ja tylko jedną rzecz umiem, i ty Deszczu, pewnie nie chcesz wiedzieć jaką. – uśmiechnął się szeroko Wenom. – Nie znamy.
- Dobra, ja wam to przetłumaczę tak z grubsza. X razy jest tam ‘Kocham Cię’, ale przerywniki są po prostu ko-smi-czne. No biorąc z pierwszej zwrotki, to: „przychodzę i odchodzę, jak niezdecydowana fala, pomiędzy twoje biodra…”
Wenom z Kubim spojrzeli się na siebie, potem na mnie.
- Głowa cię boli? – zapytał Wenom, przykładając dłoń do mojego czoła.
- Spierdalaj, doktor Spiele. Nie, tak tam jest! – parsknęłam. – Dalej ta baba mówi, że on jest tą falą, a ona nagą wyspą. No i powtarza, jakby akceptując to co powiedziałam wcześniej. Ja pieprzę, wyłączyć pornola, tu są szeregowi zieloni! – ryknęłam na ostatnich wirażach.
Cała sala się zwróciła na nas, a my do starszej, grubawej kobiety, obsługującej telewizor i z zapartym tchem, rozmarzonym wzrokiem, wpatrywała się w ekran. Doskonale słyszała, co to znaczy.