Chanka

Chanka

sobota, 31 maja 2014

"At the Copa, Copacabana... At the Copa....they fell in love."

- I know it isn’t proper to speak it for women, but I want Thailand in Cuba. Kind of. You want it too? Wiem że to nie wypada mówić kobiecie, ale chcę Tajlandii na Kubie. Ty też?
- Like almost man. But I can master myself. Jak każdy mężczyzna. Ale umiem się opanować.
- I see. You can unmaster yourself tonight? Widzę. Możesz “odo panować” siebie tej nocy?
- What’s unmaster? Co to „odopanować”?
- Uncontrollable… Sorry. Nieposkromić… przepraszam.
Ray spojrzał się na mnie.
- Do not you consider yourself a nymphomaniac? Nie uważasz się za nimfomankę?

“Don't you know I love it till it hurts me baby?"

, Epizod 2„Peru, Lima, kokaina”Cubana, Hawana, cygara i siara.



Lecę samolotem. Znów sama… ponieważ nic nie zrobiłam. Była potrzeba rezygnacji z pracy. Moja. Nie zrezygnowałam, jak wspomniałam wcześniej. Wykluczyłoby mnie to zawodowo, bo nie mam wyższego wykształcenia w cywilnych kierunkach. Chyba że jakiś instruktor spadania ze spadochronem, czy coś, ale mało takich firm a mnie samej się nie widzi robić firmę. Nie.
Ray na początku mówił że owszem, może zrezygnować z wojska, czemu nie, kurs snajpersko/saperski się niedługo skończył, i w sumie już mógł wystąpić z Sealsów. Nie wystąpił, jak na razie, a obiecał zakupić, tudzież przywieźć fortepian ze Stanów (Steinway’a za, o zgrozo, 500.000 zł)… Ray ukończył jakąś wyższą szkołę muzyczną, coś jak Harward w muzyce. Nie wiem, nie znam się, ja za to za swoje gitary, mogłabym trzasnąć z pięćdziesiąt baniek, plus Marshalle, Voxy i do tego przeróżne efekty, których cen już nie pamiętam, ale są to dobre, jeśli nie najlepsze partie.
Ale na pewno nie starczy na fortepian koncertowej jakości.

piątek, 30 maja 2014

"Face of the lover, and fire in his heart"

Dziki szum. Dziki szum i pisk w głowie. Migrena nie do opisania. Zmarszczyłam brwi z bólu i otworzyłam oczy. Poraziło mnie światło, padające z okna. Zakryłam je ręką i skrzywiłam się.  Jasny chuj. Dosłownie. Głowa boli, jak po tym co mi walnęli w porwaniu. Maczetą. Maczugą.
- Why you wanted kill yourself? Czemu chciałaś się zabić? – zapytał Ray, którego dopiero teraz zauważyłam. Minę miał przestraszoną, a pod oczami istne podkowy. Drżał i niespokojnie oddychał.
Sama podobnie wyglądałam, zastanawiałam się, na czym zakończyła się ostatnia sesja przeglądarki… nie. Chyba mojej egzystencji. Odwróciłam się i przytuliłam do poduszki.
- Go away. Idź sobie. – mruknęłam, bezmyślnie, przypominając sobie rzucanie nożem…

"Me? I guess I was a shoulder to cry on"

- You… I… I… I was looking it! I’ve seen this! You had taken notebook, I understand! For what it was?! All this bull shit! I knew it! I felt it! Crooks! Crooks everywhere! Now, I kill everybody! EVERYBODY! Ty! Ja… ja… ja to oglądałam! Widziałam to! Zabrałeś mi laptopa, rozumiem! Po co to było?! Całe to pierdolenie! Wiedziałam! Tak czułam! Oszuści! Oszuści wszędzie! A teraz zabiję wszystkich! WSZYSTKICH!