Chanka

Chanka

środa, 4 czerwca 2014

"Sweet home Alabama"

- After this wing-ding in Thailand, he has nickname ‘French-Kisser’, hahahahah. We all know that he diddled you there, and he poked you too, last night. Don’t feel offened, but he passes as Bond copy. Hahah. With one correction – he choosed you, one, finest. And you don’t know this kinky man at all… Po tej sytej imprze w Tajlandii, ma ksywę “French-Kisser” hahahahah. Wszyscy wiemy że rżnął cię tam i posuwał ostatniej nocy. No nie czuj się urażona, ale on uchodzi za kopię Bonda. Hahah. Z jednym wyjątkiem, on wybrał ciebie, jedną, najlepszą. I nie znasz do końca tego zboczonego gościa…
- I ain’t wide knowledge about that. Nie miałam o tym tak szerokiego pojęcia. – odwróciłam się do Ray’a – Tell me something what I don’t know. You know, whatchamacallit, some exempli gratia[1]. Powiedz mi coś czego nie wiem, No wiesz, jak to zwą, jakieś przykłady.
- What a whangydoodles you will tell her? Jakie bzdury jej opowiesz?  – roześmiał się ponownie Ray, mrugając do Butcha.

wtorek, 3 czerwca 2014

"So why waste time with other guys when you can have mine? I ain't asking for no sacrifice. Baby, your friends do not need to know"

- Okay, AP is the best thing I’ve ever seen. Miss, can you tell me something about landing? Okej, autopilot to najlepsza rzecz jaką w życiu widziałem. Panienko, możesz mi powiedzieć coś na temat lądowania?
- Everything. Turn radio on, connect with tower, or land somewhere on grass. Wszystko. Włącz radio, skontaktuj się z wieżą, albo ląduj gdzieś na trawie.
- Grass please. Trawę poproszę. – odparł Butch.
- All right. You see this field? Dobra, widzisz to pole?
- Yes. Tak.
- It’s corn. It could be. Turn off engines. To kukurydza. Może być. Wyłącz silniki.
- What? Co?
- Turn of engines, meh. Like that. Wyłącz silniki, ech. Tak. – pociągnęłam za przepustnicę. Let’s go!
- Oh my Gosh. O mój Boże. – mruknął Jules. – Total madness! Totalne szaleństwo!
- Easy come, easy go! Little high, little low! Łatwo przyszło, łatwo poszło! Trochę wzlotów, trochę upadków!  – krzyknęłam. – It’s going faster and lower… lower, lower. Too slow. Try do stairs. To idzie szybciej i niżej… niżej, niżej. Za wolno. Spróbuj zrobić schody.
- What the fucking stairs? Jakie znowu kurwa schody? – zapytał, krzycząc z przerażeniem Butch.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

"I believe I can fly"

Tymczasem siedziałam i słuchałam co się dzieje w drugm pokoju.
‘Jules, surely we don’t understand each other. You can’t undermine her ego, it may be weird, it’s hard person, but her sensitive point is her ego. Don’t make angry atmosphere.’ Jules, pewnie się nie zrozumieliśmy. Nie możesz podkopywać jej ego, to może być dziwne, ale to twarda osoba, lecz jej delikatnym punktem jest właśnie jej ego
‘Boss, I just didn’t belie…’ Szefie, ja po prostu…
‘Don’t. She’s higher than you, do not…’ Nie. Jest wyższa od ciebie [stopniem], nie…
- Nobody’s higher than me! Nikt nie jest wyżej niż ja! – krzyknęłam, weedując i nasłuchując Rammstein.
- Shit, weed, oh fuck. O kurwa, zioło…
- No fuck, just rock. Hahahah… good stuff. Nie kurwa, tylko bujaj się! Hahahah… dobry towar.
- Okay Susannah, we must talk with our boss, can you stay there and do nothing? Okej Susannah, musimy pogadać z naszym szefem, możesz tu zostać i nie robić nic?
- Okay. Okej. – wstrzymałam oddech.
- You can breathe, of course. Oczywiście możesz oddychać.
- It’s more than nothing, you… To więcej niż nic, ty…
Wyszli. A ja dalej spalam gibona. Położyłam się na plecach, wydmuchując marzycielsko dym w górę. Dub. Dap. Dib, darab. Dub. Dab. Dib. Darab, daab. Usnęłam. Obudziły mnie krzyki i włam na chatę, uznałam to za nieistotne, i spałam dalej. Obudziło mnie klepanie po twarzy.
- Wake up, wake up. Obudź się, obudź się. – cedził Ray.

niedziela, 1 czerwca 2014

"I'm one card short of a full deck"

Obudziłam się, oślepiona kubańskim słońcem, które artystycznie oświetlało staro amerykański pokój. Dopiero teraz zauważyłam, że czerwony neon jest po prostu zawieszony na oknie, na zewnątrz a robił taką reuma… romantyczną atmosferę. Prawie jak w filmie Shall we Dance. Wystrój był na tyle dziwny, jakby ktoś tu mieszkał raz na 2 lata. Chciałam się obejrzeć, ale szkoda mi było budzić Ray’a, który obejmował mnie z tyłu. Słodko śpi, taki spokojny i bez tego uśmiechu, wszechobecnego zresztą. Taka wyłączona wersja i cicho śpiąca, bo jedyny dyskomfort jaki czułam, to taki, że nie mogłam się ruszyć. Zbyt silnie mnie trzymał. A kij tam. Gdzieś mi się spieszy? Zamknęłam oczy, z zamiarem ponownego zaśnięcia, gdy usłyszałam chrzęst zamka i hiszpański. Wtedy powieki Ray’a otworzyły się i srebrne oczy, znów spojrzały na mnie z uśmiechem.
- Somebody’s yelling at you, isn’t it? Ktoś krzyczy na ciebie, nie? – mruknęłam cicho.