Chanka

Chanka

czwartek, 3 lipca 2014

"When you're good to mama..."

Obudziłam się jakimś eleganckim pokoju, na łóżku, ale przykuta jedna ręką do kaloryfera. Świetnie.
Wyjrzałam przez okno i chociaż z tego się ucieszyłam – Sears Tower, czyli znak że jestem z Chicago. Chyba jestem na ostatnim, gdzieś tam 30 piętrze, pretty. O ile dobrze pamiętam Chicago, to posąg Kopernika jest oddalony o krótki spacer. Do dzieła.
Rozejrzałam się po pokoju, a następnie wyciągnęłam z włosów wsuwkę (niestety, grzywka mi będzie przeszkadzać, no ale czym mam to otworzyć?! Palcem?). Rozkucie kajdanek – zaliczone na sześć z plusem. Ocierając sobie poodciskane ręce, zaczęłam szukać wyjścia, bo nie mam zamiaru złazić po zewnętrznej stronie budynku.
Skoro jestem w sypialni, to znając hotele, musi być jeszcze główny pokój i przedpokój. Nasłuchałam chwilę jedne drzwi i zabrałam się za otwieranie, które mi kompletnie nie wyszło. Rozejrzałam się ponownie, i stwierdziłam, że przejdę via okno do okna. Co mnie jeszcze bardziej ucieszyło, gdy otworzyłam je, zrobił się przeciąg (drzwi hotelowe mają szpary pod drzwiami). Przeszłam i zręczniejszą łapą, otworzyłam salonowe. Obejrzałam pokój, czy nikogo tu nie ma i podeszłam cicho do przedpokoju, który otworzyłam wsuwką i zamknęłam tylko na klamkę. I wyjściowe.
I tu nie było problemu w ogóle – drzwi otwierane na kartę, są automatycznie otwierane z wewnątrz.
Wyszłam na korytarz zobaczyłam że jest kompletnie pusto – mało tego, wyglądało to tak, jakby piętro było albo nieużywane, albo i nieużywane i w remoncie. Gorzej, bo zobaczyłam że winda jedzie na to piętro. Nie ma innej opcji. Spieprzać.
Szybko wbiegłam do losowego pokoju i przymknęłam drzwi. Wyciszając oddychanie, słuchałam kto idzie do pokoju. Jasne, Boss i jakichś paru innych white collarsów… Mam jakieś pół minuty. Popatrzyłam na korytarz jeszcze raz, tam gdzie stoją. Kuźwa mać, schody ewakuacyjne są obok tego pokoju w którym mnie przetrzymywali! Dupnie się rozejrzałam, kurde mol.
Aby tylko zamknęły się ich drzwi, przebiegłam dosyć ryzykownie, bo z impetem dobiegłam do drzwi wyjściowych i jazda po schodach. Albo to usłyszeli, albo po prostu zczaili że:
A – drzwi od przedpokoju są zamknięte tylko na klamkę
B – okno od przedpokoju zostawiłam otwarte
C – nie ma mnie tam
Nie bawię się w schodzenie po schodach. Skaczę między poręczami, coraz bardziej w dół, a parę razy źle upadłam, krzywa stopa, platfusie. Z bólem i wściekłością zbiegałam coraz niżej, niżej i niżej. Oby szybciej niż winda, a za sobą i tak już słyszałam w klatce, że za mną lecą. Szybciej!
Nieco kulejąc, dostałam się na ostatnie piętro i wyszłam na hol, spokojnie, aby się nie rzucić w oczy. Popatrzyłam na wyjście, czysto. Wyszłam spokojnie, dalej już zbiegłam ze schodów i wyskoczyłam na ulicę, przeskakując po drodze rabatkę na środku ulicy. Na szczęście nic mnie nie potrąciło, ale gdy się obejrzałam, zauważyłam że przy ulicy stoją dwa radiowozy i lincoln. Pełne psiarni, która mnie przez chwilę zignorowała, a potem ogarnęła że ja to ja. Pobiegłam w kierunku portu, do którego trzeba było stratować śliczny klomb bratków. Przebiegając obok fontanny, zgarnęłam wodę, aby sobie obmyć mordę, żeby nie wyglądać jak zbiegający ćpun ze szpitala. Napotkałam pieprzony mur, który musiałam przeskoczyć, i zawalałam dalej, przez tory kolejowe, unikając w dużej mierze pociągów, których panicznie się boję. Zaraz potem były jakieś boiska i znów jakaś główna aleja, konieczną do przecięcia bez pozwolenia. Przez kolejny skwer przebiłam się już w nadmorską… tfu, nadjeziorną arterię i przez park widzę Field Museum i do tegoż budynku wparowałam.
Mc Dolands[1]!
Wygrzebałam z kieszeni jakieś drobne, aby kupić hamburgera. Po co? Raz że jestem głodna, a dwa że żadnego faceta do damskiej toalety żadna Amerykanka nie wpuści.
Może to dziwnie zabrzmi, ale siedziałam w tym kiblu aż do 10 rano (było koło siódmej, gdy wparowałam do maka). Gdzie jak nie w klopie, człowiek może czuć się bezpiecznie?
Przed dziesiątą ruszyłam pod pomnik Kopernika. Jest on pod planetarium, na cyplu portu. Łyso jak cholera, drzewa w dużej odległości. Ale podejdę pod planetarium i stamtąd będę obserwować, co się dzieje, o ile nikt mnie nie złapie na East Solidarity Drive – alei prowadzącej wprost do pomnika. Usiadłam sobie za murkiem planetarium i czekałam, co chwila się oglądając.
Yeeeeeeaaaah! Jest Butch!
Gwizdnęłam. Natychmiast się odwrócił, zobaczył mnie i położył palec na ustach. Za chwilę odwrócił się do mnie tyłem i ręką za sobą pokazał mi kierunek w prawo. Tam stał Lincoln, ten co pod Hiltonem. Cofnęłam się za róg wejścia i tam stanęłam, obserwując federalnych. Nagle ktoś złapał mnie z tyłu, zaczęłam się szarpać.
- Easy, easy, it’s me… Spokojnie, to ja. - szepnął.
- Bloody hell, Ray, you damned idiot! Kurwa mać, Ray, ty cholerny durniu! – położyłam uszy po sobie, wściekła jak jamnik - Gimme iron. Daj mi spluwę. – syknęłam, oklepując go po pasku, dalej stojącego z tyłu.
- Auch, not there! Ała, nie tutaj! – jęknął.
Spojrzałam na niego z szelmowskim uśmiechem.
- This is iron for bedroom, not there… To broń do sypialni, nie tutaj… - wysnuł całkiem poważnie.
- Sorry, gimme gun. Sory, daj mi broń.
- Hold it. Trzymaj. – podał mi.
- My Beretta? Thanks! Moja Beretta? Dzięks! – podrzuciłam do góry. Coś za lekka. Mina mi zrzedła gdy zobaczyłam że zostały dwa naboje.
- You have ammo? Masz amunicję?
- In my pocket. W kieszeni.
Stanęłam za nim i nie ryzykując oklepania ‘nie tej broni’, wyciągałam naboje i ręcznie uzupełniałam magazynek…
- All right, we are good to go. No dobra, jesteśmy gotowi. – powiedziałam, przeładowywując.
Wyszłam przepychając się z Ray’em, kto ma iść po stronie od federalnych. Wymusiłam, że to mam być ja, bo nie będzie mi tu żadnego osłaniania własnym ciałem wymyślał, a potem jeszcze będę płakać.
Federalni nas zauważyli bez problemu. Ruszyli w naszą stronę, gdy już byliśmy pod posągiem Kopernika. Zaczęła się publiczna strzelanina, Kopernik kontra Federalni. Strzelanie zza postumentu było średnio wygodne i odpowiednie dla dwóch, nie trzech osób. Ray cały czas cofał mnie ręką w tył, abym się nie wychylała. No chyba jakieś żarty.
Wkurzyłam się i podskoczyłam, rękami sięgając na krawędź podstawy posągu, wdrapałam się i zza pleców Kopernika, strzelałam do agentów, i to całkiem przyzwoicie, bo nie spodziewali się że ktoś z ramienia Kopernika będzie strzelał. Oni do mnie też strzelali, a ja siedziałam przy globusie i śmiejąc się, krzyczałam ‘nie strzelać do Ziemi, bo wyleci z orbity’.
Strzelanina skończyła się tym, że Butch został tylko skubnięty przez nabój, Ray był czysty, a ja dostałam gumową kulką od policjantów, którzy zostali wezwani przez przechodniów.
Oglądając obicie od kulki na nodze i siedząc w dalszym ciągu z Kopernikiem, Butch i Ray przedstawili się policjantom, jednocześnie skazując federalnych-złych na paczkę, dlatego że wszczęcie strzelaniny, to już był dobry dowód, że w śledztwie ktoś maczał palce. Policjanci poprosili mnie o zejście z posągu i o rozmowę w komisariacie.
Nie wiem co to za dzielnica, ale komisariat był kilka przecznic dalej, hahaha.



[1] Dolan, parodia Kaczora Donalda.

środa, 18 czerwca 2014

"Come on babe, why don't we paint the town?"

- Cover me, I’m going to talk with them. Kryj mnie, idę z nimi gadać.
- You’re crazy? Oszalałaś?
- A little bit. Troszeczkę. – rzuciłam, na odchodne. Kroczyłam odważnie w kierunku z białą chusteczką w górze.
- I have peaceful intetions! Mam pokoje zamiary! – krzyknęłam. – Show your guns, putting your hands up! Pokażcie broń, podnosząc dłonie!
- Well, well, well. Captain Susannah Deszcz… nice lady who… No, no, no. Kapitam Zuzanna Deszcz… niezła dama która…
- Who’s gonna kill you, when you won’t be polite. Która cię zabiję, jak nie będziesz grzeczny. – rzuciłam chustkę i przytrzymałam karabin dwoma rękami. – In which state we are? W jakim stanie jesteśmy?
- Kentucky.
- All right. So, if my knowledge is right, there’s death penalty? Okej. No to jeśli się nie mylę, tutaj jest kara śmieci?
- Yes. Tak.
- For killing? Za zabijanie?
- Yes. Tak.
- So you can’t kill me as I can’t. No to nie możecie mnie zabić, jak i ja was nie mogę.
- We can. Możemy. – mruknął jakiś federalny wychodząc z krzaków i mierząc do mnie. – Throw your machine gun. We want only you, and you came to us. Rzuć ten karabin. Chcemy tylko ciebie i przyszłaś do nas.
- And what, you’ll be walking to Chicago with me? No i co, będziecie rypać z buta do Chicago ze mną?
- No… Nie… - powiedział przeładowywując. – I know why you are so brave. These two agents are covering you. Hey, bastards, I know that you are there! Wiem czemu jesteś taka odważna. Tamci dwaj ciebie kryją. Hej, durnie, wiem że tam jesteście!  – krzyknął do nich. To była podstawa całego planu, I runęła. Dupa, dupa, dupa, dupa. Myśl, myśl. – So, are you gonna come with me, or you gonna shot? No to pójdziesz ze mną, czy będziesz strzelać?
- Will you bark all night little bear, or are you gonna bite? Będziesz szczekał całą noc nędzny kundlu*, czy będziesz gryzł? – mruknęłam. – Boys, get outta here! Chłopaki, spadajcie stąd!
- Fuck you! Pierdol się! – krzyknął Butch.
Odwróciłam się do nich. – Change wheel and get the fuck outta here! Ten for Nicolaus Copernicus! Zmieńcie koło i wypierdalać stąd! Dziesięć dla Mikołaja Kopernika! – ryknęłam, pokazując kciuk w górę, chociaż sama do końca nie wiedziałam co robić. Rzuciłam karabin na ziemię.
- Good girl. Both hands up. Dobra dziewczynka. Obie ręce w górę.
Podniosłam ręce niezbyt w górę, a na boki. Szefunio wykręcił mi obie do tyłu i skuł jedną do mojego paska, a drugą do swojej lewej ręki. Czuję się jak prawdziwy kryminalista. Można by pomyśleć, po co to robiłam, trzeba było rozstrzelać wszystkich na początku. A nie, bo teraz panowie pojadą spokojnie do Illinois, do którego podwiozą mnie i ci. I tam jakoś ucieknę. A po co wykrzyczałam 10 za Mikołaja Kopernika?
Posąg Kopernika, o 10 rano i wieczorem. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- You know, Deszcz, why we are chasing you? Wiesz Deszcz dlaczego ciebie ścigamy? – trącił mnie Szef.
- I have no idea. Nie mam pojęcia. – parsknęłam z głupkowatym  śmiechem.
- That we don’t have any whores in our agency. Bo nie mamy kurw w naszej agencji. – parsknął.
- Vamoose. Spierdalaj. – odparsknęłam podobnie.
- It was joke, but all in all, I bet that all of us wants you have in bed. To żart, ale w sumie, idę o zakład że każdy z nas chciałby ciebie mieć w łóżku.
- Vamoose, all. Spierdalać, wszyscy. – parsknęłam ponownie. – You lie that you haven’t whores. You are the oldest whore in your agency. Ya’ pussy is like Bubble Yum right now. Kłamiesz że nie macie kurw. Jesteś najstarszą kurwą w waszej agencji. Twoja cipa jest teraz rozjebana jak sparciała guma*.
- Fuck you, Deszcz. Pierdol się, Deszcz.
- Mutually. Wzajemnie.
- Feel bad? Źle się czujesz?
- Better than your wife in your bed. Lepiej niż twoja żona w łóżku.
- I don’t have. And you will be quiet? Nie mam [żony]. Będziesz cicho?
- Quiet is girl who you are fucking. Cicha to jest laska którą pierdolisz.
- You have limited field to curse. You aren’t man, I suppose! Masz ograniczone pole do przeklinania. Nie jesteś facetem, no nie?
- Because I can’t tell that I was fucking your mother?! Bo nie mogę powiedzieć że pierdoliłam twoją matkę?
- Yes? Tak?
- Listen this! I was fucking your mother by curling-pin with nails on it! It was better than your fucking, fucker! To słuchaj tego! Pierdoliłam twoją matkę lokówką z gwoździami! To było lepsze niż twoje jebanie, złamasie!
- Nice intelligent! What else? Niezły inteligent! Co jeszcze?
- By cactus, wild cucumber, and fucking furious cockatoo! Kaktusem, dzikim ogórem i zajebiście wkurwionym kakadu!
- More, gimme more! Więcej, dawaj więcej!
- And… hahaha… oh, it’s too funny… hahaha… ALL RIGHT, you want hear it?! I… hahahha… o nie, to za śmieszne… hahaha… okej, chcesz to usłyszeć?
- Come on! Dawaj!
- Mooring pile, cause she’s like haven in Singapore! And one by one fucking containers, are big dicks! She has ho… Słup do cumowania, bo jest jak port w Singapurze! I jeden kutas za drugim to kontenerowce! Ma dziurę jak…
- Shut up. Zamknij się.
- Hole like a whole coun… Dziurę jak cały kr…
- Shut the fuck up. Zamknij się, kurwa.
- …ntry of The United States of America! …kraj Stanów Zjednoczonych!
- They told me that you like getting across somebody, aren’t you? Mówili mi że lubisz wyprowadzać z równowagi, no nie?
- No, I don’t do it. I’m just talking with you. Nie, ja tego nie robię. Po prostu z tobą rozmawiam.
- I quote, I was fucking your mother by curling-pin with nails on it. Are you lesbian? Cytuję, pierdoliłam twoją matkę lokówką z gwoździami. Jesteś lesbijką?
- I’m more heterosexual, than you think. Jestem bardziej hetero niż myślisz.
- Yea? I thought you’re virgin, because you’ve nickname ‘Maid of Orleans’? Ta? Myśleliśmy że jesteś dziewicą, bo masz ksywę „Dziewica Orleańska”?
- You’ve obsolete data. Macie nieaktualne dane. – roześmiałam się.
- Boss, she was poking with our agent, you don’t remember? Szefie, ona się rżnęła z naszym agentem, nie pamiętasz?
- Ough, yes. I forgotten. You like suck Big American Dicks? O tak, zapomniałem. Lubisz ssać wielkie amerykańskie kutasy?
- You are asking me, because you like? Pytasz, bo sam lubisz?
- Fuck you. Pierdol się.
- I’ve never did it. Nigdy tego nie robiłam.
- What an action without it? To co za jebanie bez tego?
- Fuck you, and fuck you, and you, and fuck you too. Fuck y’all. You can speak only about this? Pierdol się, pierdol się, i ty, i ty kurwa też. Pierdolcie się wszyscy. Tylko o tym potraficie mówić?
Zapadła cisza.
- So I see. No właśnie. – odparłam.
I po może dwóch kilometrach, wpakowano mnie do furgonu. Za chwilę byliśmy w Illinois, asz tak niedaleko było, abym była wolna. Jeden z agentów trącał jakąś strzykawkę i podszedł do szefa który wyciągnął swoją rękę a zarazem i moją.
- You are fucked, or something? Jesteś pojebany, czy co?– wykrzyczałam.
- What it is? Co to? – zapytał Boss.
- Heroin. Heroina. – odparł.
- Take Syndenham, this is too heavy. Weź Sydenhama, to za mocne.

- What? Co? – mruknęłam, odwracając się do Bossa. W tej samej chwili tamten złapał moją głowę od tyłu, podniósł w górę i próbował nalać czegoś, na co ja szczelnie zamknęłam koparę. Przestał polewać i poprosił innego agenta o pomoc. Kręciłam głową w każdą stronę, w końcu ktoryś niestety ucisnął żuchwę z obu stron, co powoduje automatyczne otworzenie ust. Zaczęłam blokować przełyk językiem, ale trzymający żuchwę jedną ręką, drugą przycisnął język, i mimo mojego zakrztuszenia, chyba nalali tyle ile chcieli. Za chwilę zrobiło mi się słabo i zemdlałam.

czwartek, 12 czerwca 2014

Znów naziści i tirówka

Kiedy już pozdejmowali małpki z drzew, ustawili nas w szeregu. Przyszedł nasz „kochany” Bormann i dał komendę baczność, nikt nie zasalutował, a wszyscy wyciągnęli ręce przed siebie, krzycząc – Sig Heil, Sig Heil! Tak wyperswadowaliśmy mu koniec długich i męczących musztr po nocy.
Również gdy zabierał nas do sali wykładowej, często graliśmy w wisielca, chociaż my graliśmy dłuższą wersję – w Błaszczyka. Prawie jak normalny wisielec, tyle że nie wisiał zwykły ludzik na szubienicy, tylko SS-man. Kiedyś ostro się wkurzył, bo hasłem było… chyba nie ma co zgadywać – Błaszczyk to stara kurwa. I powiedział że on teraz będzie wymyślać hasła i ten co wygra, będzie miał wolny wieczór. Oczywiście nikt nie chciał się zeszmacić i wszyscy przedłużali grę. Wymyślaliśmy hasła jak się dało, aby nie były takie, jakie wymyślił generał. Jeszcze dobrze pamiętam scenkę, kiedy na tablicy napisał P_ _ _ _ _ _ _ _ _ E. Według Błaszczyka, było to ‘pomieszanie’ bo pokazywał nam rękoma jakieś miksowanie, rękę na ręce, pokazywał jedną dłonią jakiś garnek i wkładał tam palec i mieszał… Wszyscy parsknęli śmiechem, kiedy ja z Aldo słusznie zauważyliśmy, że to pasuje pod „Pierdolenie”. Wstałam jako pierwsza i wykrzyknęłam:
- Panie Generale, uważam iż to chyba będzie „Pierdolenie”!
Błaszczyk popatrzył się złośliwie.
- Nie! Siadaj popaprańcu!
- Panie Generale, to chyba naprawdę „Pierdolenie”! – wstał Aldo.
- Siadaj, Aldo idyjoto!
- Yyyy, „Pierdolenie”?! – krzyknął następny, nie wstając.
- Eee, pierdoleeenie. – któryś jęknął.
- „Pierdolenie”I – zawtórował ktoś.
Wstałam i ryknęłam:
- Panie Generale, wszyscy wiemy że tu chodzi o …?!
I cała sala: PIERDOLENIE!
Himmler spąsowiał i krzyczał coś, a my zgodnym chórem krzyczeliśmy nasze hasło. Do sali wparował akurat Szef Więzienia, paru z Kierownictwa Biedronki, między innymi Klimczuk. Popatrzył na nas, chwilę się zaśmiał, potem spoważniał. Za chwilę wezwali żandarmerię, a kolejne dni spędziliśmy z taśmami na ustach, zdejmowanymi tylko do posiłków.
Ale przy posiłkach, wykmniliśmy dobry sposób na udupienie Błaszczyka jeszcze raz. Każdy znając kolejność w szeregu do cel, napisał sobie jedno słowo, a jak staliśmy w rzędzie, to na taśmach było pięknie wypisane: Generał – wygląda – jak kurwa – dlatego – wszystkim – mówi – że my – chcemy – zawsze go – wydymać. – Pytanie – brzmi – ile – bierze?
Taśmy zdjęto, a Błaszczyk nie miał już pomysłów. Przedtem każdy dzień wyglądał tak – o 5 rano wyganiał nas na dwór na 3 godziny, po czym była ta zwykła zaprawa, też z dwie godziny. Potem musieliśmy sprzątać kokoszki i sprzęty sportowe, wraz ze stadionem, aż do obiadu. Po obiedzie zawsze było oglądanie filmów, z tym pacnięciem na łeb i pytaniem, jakim mówiłam wcześniej. Filmy nudnawe, propagujące ustrój socjalizmu, mieliśmy czasem wrażenie że Błaszczyk to niezły arbuz[1]. No i jakieś głupkowate wykłady, no bo co mieli z nami robić. I o ile nie zrobiliśmy rozróby przed lub na kolacji, typu rzucanie nożami w jego podobiznę na sali, albo rysowanie jego podobizny i rozwieszanie po korytarzu (tylko ta podobizna miała mundur SS), tak nic nam się nie działo do 22. A jeśli nam się udało go rozwścieczyć, to wysyłał nas na nocne wypady.
To nie jest tak że my go tylko wkurzaliśmy. Na początku kary chwalił się jak paw, co to on z nas nie zrobi, że nigdy w życiu nie będzie nam się chciało następnych występków i tak dalej… Głównie czepiał się mnie, bo byłam jedynym rodzynkiem w całej grupie, z „postępami” wyrosłam na pupilka, który musiał mu czyścic z Aldo buty i pokój. Strasznie się z tego cieszył, a jak jeszcze powiedział coś nie tak do Raine’a albo do mnie tym bardziej, tak tego samego dnia miał pranie.
I tam w jego pokoju też było pole do popisów, od mazania pod biurkiem, przez wklejanie gum do żucia w środek buta, namawianie jego kota aby też tam zrobił swoja robotę, wsypywanie mąki pod podszewkę czapki (fajnie wyglądało, jak się dużo wysypało i po zdjęciu czapki miał białą głowę), aż po ryzykanckie podkładanie śmierdzi bomb wtedy kiedy miał w gabinecie jakąś wizytę.
Bardzo fajnie było jak któregoś dnia, był bardzo ważny apel i kiedy przemawiał nasz Fuhrer, wszyscy z trudem powstrzymywaliśmy śmiech, bo ktoś, kto sprzątał salę, stał za krzesłem i dokładnie w momencie kiedy usiadł na fotelu, rozległ się potężny pierd i kolega stojący za krzesłem puszczał bombę siarkowodorową. Smród niesamowity. Za to też mieliśmy karę.
 Był też przypadek kiedy w archiwum, wszystkie księgi Błaszczyka opatrzyliśmy tytułem Mein Kampf[2]  lub koślawym włosko polskim albo po niemiecku -  Biografico Zachwalantico se Benito Mussolini, Der Mode[3] von Heinrich Himmler[4], Weniger Fett. Gewicht verlieren mit uns[5] von Hermann Goering[6]Party. Leben der Sterne[7] von Joseph Goebbels[8], Methoden der Persuasion[9] von Heinrich Himmler[10], Faszyzm I Nazizm – dwa bratanki, Trzecia Rzesza od kuchni – Perfekcyjny Fuhrer Domu, Heil’s Kitchen.


Na spotkanie ze Sztabem Genialnym nakazał sobie przynieść w trakcie kilka ksiąg, aby pokazać że ma się czym pochwalić. Zdębieli, jak zobaczyli wykładane w takiej kolejności, w jakiej wcześniej podałam. Miał za to ostry przypał i sam nie wiedział, skąd takie książki wzięły się u niego na biurku. Na następny dzień, obczaił, że to tylko nabazgrane na papierze pakowym, zgrabne literki, wyglądające zupełnie jak druk. Godzinę później zaprosił biedronkarzy znowu, my tym razem go uprzedziliśmy i do środka powkładaliśmy jakieś kartki z planami, jak tu zniszczyć władzę, dojść na samą górę, zostać dyktatorem i zniszczyć kraj, ustanawiając Pierwszą Rzeszę Rzeczypospolitej, dodatkowo narysowaliśmy wielką kartkę ze wzorcem rasy aryjskiej, wyznaczone nowe granice kraju, projekt paktu z Rosją, gotową podjąć wojnę przeciw Stanom Zjednoczonym, plany bunkrów, zrzutów bomb atomowych… Zagotował się , gdy to wyleciało z akt, i przypał miał o tyle duży, że tłumaczenie że to ‘żołnierze’, nic nie dawało. Ktoś z góry mu pomógł, a my mieliśmy kolejne kary, które i tak były niczym w porównaniu do min Sztabowców…
- Well, we have been joking like that, all four months in prison. Then, we served a sentence, and came back to our army. My general was laughing and angry, because of these situations. After that, Błaszczyk was really hating me, and every time we were meeting, he was bad and stubborn. No i tak robiliśmy sobie jaja, całe 4 miechy w więzieniu. Potem odbyliśmy karę i wróciliśmy do armii. Mój generał się śmiał i był zły, przez te sytuacje. Potem Błaszczyk serio mnie nienawidził, i przy każdym spotkaniu był zły i uparty.
- I’m not surprised. No nie jestem zaskoczony. – roześmiał się Butch. – Imagination of you and your friends, exceeded all bounds, but I don’t understand meaning of title with Goering. Wasza wyobraźnia przekroczyła wszelkie granice, ale nie rozumiem tego tytułu z Goeringiem.
- Less fat. Lose your weight with us. Goering was really… big. Mniej tłuszczu. Zgub kilogramy znami. Goering był naprawdę… duży.
- Ahahahah, I understand. Ahahahah, rozumiem. – roześmiał się ponownie Butch. – I would never thought like you! – Ray, isn’t it funny? – parsknął do uśmiechniętego Ray’a. Nigdy bym na to nie wpadł! Ray, czyż to nie jest zabawne?
- It is, when you hear it first time. Jest, kiedy słyszysz to pierwszy raz. – odparł, śmiejąc się lekko.
- Hewlett told, you, huh? Hewlett ci powiedział? – uśmiechnęłam się.
- More or less. Mniej więcej.
- And you hadn’t been fired? A ciebie nie wylali? – spytał Butch.
- No, because I’ve guarantee of working. Only when I would do real meaning crime, I’m back to the prison, to Błaszczyk. And I don’t wanna! Nie, bo mam gwarancję pracy. Tylko kiedy zrobię coś naprawdę poważnego, wracam do więzienia, do Błaszczyka. A nie chcę!
- You are scaring me. Przerażasz mnie. – parsknał Ray.
Nagle samochodem rzuciło na lewo.
- What the fuck it was? Co to kurwa było? – krzyknęłam.
Następne szarpnięcie.
- Company… Towarzystwo…
- Pull in left side of highway. Zjedź na lewy pas.
- For what? Po co?
- Just pull in. Po prostu zjedź.
Butch zjechał, a ja wyjrzałam przez okno. Zaczęto do mnie strzelać z Dodge’a Chargera.
- Surely FBI. Pewnie FBI. – schowałam się powrotem. – Where’s M5A5? Gdzie M5A5?
- There. Tutaj.
- Gimme spyglass… It’s compatible with it? Dawaj kolimator… to jest kompatybilne?
- Sure. There you are. Jasne. Trzymaj to.
- Thanks. Can I get out by this window on back? Dzięki. Mogę wyjść przez okno na tyle?
Butch popatrzył na tył.
- Yes, but what you want to do? Tak, ale co chcesz zrobić?
- The same what they did us. To samo co oni nam. – powiedziałam uchylając okno. Kiedy już połową ciała byłam na zewnątrz, ktoś złapał mnie za nogę I wciągnął do środka. Ray.
- You are going nowhere. Nigdzie nie idziesz.
- So? You would go? Who’s better sniper? No to? Ty idziesz? Kto jest lepszym snajperem?
Butch spojrzał się na Ray’a.
- Give her a chance to do what she want to do. Daj jej szansę zrobić to co chce.
Ray popatrzył na Butcha zabójczym wzrokiem.
- For your responsibility. Na twoją odpowiedzialność. – powiedział.
- A czy ja robię coś na twoją? – odwarknęłam i wyszłam na siodło ciężarówki. Trzymając się kabli, oparłam się o naczepę i kabinę na takiej wysokości, abym mogła swobodnie oddać strzał z jednej lub drugiej strony. Gdy tylko Dodge wyłonił się z prawej strony, został ostrzelany, lecz nie do końca skutecznie. Weszłam na naczepę, i oni przestrzelili kolejne koło, co spowodowało rzucenie ciężarówką na prawo. Zdążyłam się przytrzymać krawędzi dachu, ale byłam na czystym strzale dla federalnych. Natychmiastowo wskoczyłam powrotem na dach, ledwo co ledwo unikając postrzelenia i krzyknęłam, aby ktoś z kabiny podał mi jakieś fanty wybuchowe. Ray położył czarną torbę, a Butch lekko przyspieszył, i torba znalazła się u mnie. Ostrzelałam szyberdach i wrzuciłam granat. Gdy to zobaczyli, natychmiast powyskakiwali z samochodu, a ciężarówką rzuciło na lewo… Torba została w jednej ręce a drugą się podtrzymywałam. Pieprzoną, niepełnosprawną, lewą ręką[11]. Butch chyba zobaczył mnie w lusterku, bo za chwilę zjechał na jakiś parking, ze mną wiszącą 3 i pół metra nad ziemią, to najmniej. Ray natychmiast podbiegł, złapał za wiszące nogi i kazał puścić krawędź. Kiedy już ją puściłam i jednocześnie, z braku oparcia i wyczucia równowagi, oparłam się na nim i zobaczyłam FBI kroczące ulicą. Przytulony do mojego brzucha, nie widział kompletnie nic, ja tymczasem strzeliłam trochę w niebo, na znak ostrzegawczy. Postawił mnie na ziemi.



[1] Arbuz – kolokwialne określanie komunistycznego trepa, z zewnątrz zielony, w środku czerwony
[2] Książka napisana przez Hitlera
[3] moda
[4] Himmler był szefem SS
[5] Mniej tłuszczu. Schudnij z nami
[6] Tytuł zabawny, kiedy wie się jak wyglądał Goering
[7] Party, życie gwiazd
[8] Goebbels był ministrem propagandy
[9] Metody perswazji
[10] Himmler był zarówno szefem SS jak i tym samym Gestapo
[11] Deszcz nie jest mańkutem. Większości rzeczy nie potrafi zrobić lewą ręką.

środa, 11 czerwca 2014

Nein, nein, nein, nein!

- Yes, I didn’t knew about it, till one day. He was my aide-de-camp. And cadet, this which I called Harrington. Tak, tylko że o tym nie wiedziałam, aż do pewnego dnia. Był moim adiutantem. I kadetem którego nazywałam Harringtonem.
- Mixed into acid action? Ten wmieszany w sprawę z kwasem?
- Exactly. His friend, Jackson…  Dokładnie. Jego kumpel, Jackson…
- Tall, blonde hair sassy schmoe? Wysoki, blondyn, butny debil?
- Exactly! You know him? Tak! Znasz go?
- It’s fired FBI sniper. Sometimes I was meeting with him on actions. To były snajper FBI. Czasami się na niego natykałem na akcjach.
- Why he was fired? Dlaczego go wylali?
- DEA.
- Oh fuck. O kurwa. – roześmiałam się. – that’s why he was infuriating me everyday! To dlatego mnie rozwścieczał każdego dnia!
- What he was doing? Co robił?
- Oh… I’ll tell you two the best stories with him in lead… Oj… opowiem ci dwie najlepsze historyjki z nim w roli głównej.