Ohoho, mam dzisiaj niezłą wenę, więc podrzucę drugiego posta - jutro będzie mi ciężko (rozumiecie, piątek, wieczór, singiel, alkohol, te sprawy).
Otóż nie wiem jak u Was na facebook'u, ale u mnie znajomi bombardują fanpage'ami typu "CKE zjebało mi życie". Do nich nie mam nic, oprócz tego że chyba nie wiedzą o tym iż ich lajki zostaną sprzedane gdzieś na alledrogo za 2 tysiaki. Ale do rzeczy.
Pod smutnymi komentarzami maturzystów pojawiają się srogie hejty roczników starszych, bądź w ogóle dorosłych ludzi (nie, nie, nie - ja wiem że oni mają +18 lat, ale nie każdy taki jest dorosły! to nie o papierek chodzi!). Że ta matura to żenada, taka łatwa, itd. A najbardziej mi się śmiać chce gdy widzę takiego pana/panią rocznik 94 (zeszłoroczna matura) który właśnie owe rzeczy pisze. A najczęściej jeszcze z jakiejś Wyższej Uczelni Kozoznastwa i Przewracania Siana.
Powiem Wam tak - pogadałam z bardzo mądrymi ludźmi na temat matur (studenci najlepszych uczelni w kraju, niekiedy stypendyści naukowi), bo aż mnie ruszyło aby obejrzeć wszystkie matematyki rozszerzone 2009-2014. Jest różnica. Jest kolosalna różnica jeśli chodzi o poszczególne zadania. I powiem coś więcej - oni na ten temat nie krzyczą w Internecie. Przyznają grzecznie, że różnica jest i że jest trudniej.
A jest trudniej, jeśli szanowne CKE przyzwyczaja maturami na poziomie średnio rozgarniętego szympansa, aby rok przed wejściem nowej podstawy grzmotnąć bidulom coś trudniejszego. To nie chodzi o to że oni są głupi, przynajmniej nie wszyscy. To chodzi o to, że przez całe 3 lata żyli w przeświadczeniu że dostaną też zadania na podobnym poziomie, które da się bez większych problemów zrobić z dorzuconą ściągą od komisji, czyli kartą wzorów. Chodzi o to, że nauczyciele kładli nacisk na zadania tego typu, aby jak najwięcej ich przećwiczyli. A w domniemaniach chodzi też o to, żeby całe 95 spierdoliło maturę a 96 pokazało że nowa postawa jest super, słit, dżezi i w ogóle HOLY MATURA.
Powracając do aktywnych studenciaków, którzy krzyczą na rok młodszych kolegów, a w szczególności z jakiejś wiejskiej uczelni, na którą dostaje się każdy - to WY jesteście debilami, bo to WY mieliście te schematyczne zadania i to WY nie dostaliście się na lepszą uczelnię, mimo że WASZA matura była na urągającym maturzyście poziomie. Tak naprawdę studenci którzy mogliby coś na ten temat powiedzieć wartościowego, zaczynają przygotowywać się do sesji, albo maja zapier*ol na swojej hiper-wymagającej uczelni.
A co do starszych kolegów, lub też dorosłych ludzi z rocznikiem 70-80, u których matura była trudniejsza. Po pierwsze - formuła była inna. To znaczy, jak słucham ludzi zdających maturę za komuny i dekadę po jej obaleniu, robi się przykro że teoretycznie dorośli ludzie nie mają co robić, tylko "obsrywać" młodzież na portalach społecznościowych, nie podając żadnych argumentów, a jeśli nimi rzucają, to są to argumenty z dupy. A wiem też że jest pewien procent ludzi którzy na takiej własnie maturze ściągali bo się DAŁO. Teraz się nie da, chociaż też zależy od komisji, szkoły, itd.
A po drugie - jeśli Was ktoś nauczył tematów a,b,c,d,e,f (najłatwiejsze a, najtrudniejsze f) to maturę podejrzewam że pisaliście w większości z tematów b,c,d w porywach e. A jeśli taki maturzysta został nauczony tematów a,b,c,d, to dla niego najtrudniejsze są tematy o literze D, które dla Was były banalne i średnie. Powiem Wam więcej: nowa podstawa ma ucięty program i będą się uczyć tylko tematów a,b. Wtedy będziecie wyli ze śmiechu nie tylko Wy, ale i tegoroczni maturzyści także.
Teraz spójrzmy w przyszłość - Ci którzy nie dali radę dostać się na uczelnię, w tym roku bez trudu się na nią dostaną (w większości przypadków) bo progi spadną. Człowiek który zdał w zeszłym roku matmę rozszerzoną na 50% (co oznacza że za bardzo matematyczny to raczej nie jest, powody w akapicie 6.) ma takie same szanse jak tegoroczny maturzysta, który matmę wykuł ale mu nie poszło i prawdopodobnie ma też 50% lub mniej. Jeśli zestawić by ich wiedzę (o ile wiedzę da się racjonalnie zmierzyć) to różnica byłaby mniej więcej taka, jaka jest między poziomem matur 2013 i 2014. I to jest niesprawiedliwe.
Poważniejsza sytuacja za to rysuje się wraz za nową podstawą. Uczniowie będą wiedzieli mniej niż aktualni abiturienci, a uczelnie zastanawiają się czy nie wprowadzić ponownie egzaminów wstępnych.
Powiem szczerze - róbcie te egzaminy, ale rzetelnie. A nie tak że to Stacha żony brat rodzony i on wchodzi na uczelnię po plecach Staśka. No bo wiecie, żyjemy w Polsce, i jeśli ktoś trochę zna życie, to na pewno spotkał się z takimi przypadkami, nie tylko na studiach.
Inna sprawa to pogrążający się w dnie poziom nauczania w szkołach. Najpierw powiem coś o podstawie w skrócie - jest że-nu-jąca. Ale słuchajcie, a dlaczego państwo każe mniej się uczyć? No cóż, po pierwsze - głupich łatwiej zmanipulować. Mam znajomych i widzę jak jedni wierzą święcie w rządową propagandę (chociażby o zielonej wyspie) a inni mają trochę szerszą wiedzę o polityce i widzą że np. w telewizji mamy mnóstwo tematów zastępczych (niejednokrotnie szokujących m.in. sprawa pana Trynkiewicza), aby tylko nie mówić o tym, że np. uchwalono właśnie ustawę która zabiera pieniądze z OFE. To niesprawiedliwe, kiedy ktoś zabiera pieniążki które miałeś/łaś dostać za ileś lat, na poczet nowego stadionu dla naszych obulewonożnych kopaczy, prawda? Albo na poczet gigantycznych premii dla krezusów, którzy już kilka dekad siedzą przy korycie kosztem niższych sfer społeczeństwa? No czy to nie jest smutne, że mamy niż demograficzny i że Polki rodzą w Anglii na potęgę, bo ich na to TAM stać? Dobra, już zapędzam się w inną tematykę, o tym innym razem... Chciałam pokazać że gdy kiedyś ktoś w gronie znajomych licealistów zapytał mnie o zdanie na temat "co sądzę o sprawie Trynkiewicza" i odpowiedziałam im mniej więcej to co wyżej + to że on jest na wolności przez zakichaną biurokrację - oczka im wyleciały z orbitek. A przynajmniej 90% z nich - papka z massmediów dotarła do nich dopiero po przetłumaczeniu przez kogoś, kto ślepo w TV nie wierzy. A uwierzcie mi, jeśli tak wygląda przyszłość naszego narodu, to przez najbliższe 30 lat nic się nie zmieni, a raczej Polska będzie krajem emerytów do których hurtem będą przysyłane pieniążki zza granicy.
A jeśli już chodzi o prognozy długoterminowe to powiem coś jeszcze - jeśli program nauczania jest mniejszy i poziom nauczania będzie na podobnym poziomie, to możemy się przygotować na to, że ludzie którzy chcą być lepsi i mają do tego predyspozycje, będą zmuszeni iść do prywatnych szkół. A wtedy to edukacja wyższa będzie istniała tylko dla wyższych sfer, co będzie punktem zwrotnym do kilku wieków wstecz.
Jeśli ktoś czuł się urażony tym postem - trudno. Ja na pojedyńczych przypadkach tego nie opieram, jeśli nim jesteś i masz coś wartościowego do powiedzenia, skomentuj. Chętnie poznam inne opinie,
Chania.
Cześć! Jestem Chania i jedną z moich pasji jest odkrywanie niestworzonych historii w mojej głowie. Założyłam ten blog, by podzielić się z Wami kilkoma historiami, tutaj możesz śledzić losy moich bohaterów oraz przeglądać moje wstępne projekty i wypowiadać się na ich temat.
Chanka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanka nawija. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanka nawija. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 maja 2014
Chejt na Eurowizję
Pierwsze co? Conchita Wurst, czyli Kiełbasa. Nawet nie zamierzam wstawiać zdjęcia, a fuj!
Bierzcie mnie za homofoba, czy jak to tam się nazywa - ja jestem tolerancyjna. Bardzo tolerancyjna. Ale jeśli to "coś" wygrywa, bo jest babą z brodą, no to żegnam. Istny cyrk (a jak to było? babę z brodą kiedyś pokazywali tylko w cyrku?).
Cała ta Eurowizja to w ogóle jedno, niepotrzebne i głupie wydarzenie. Fajnie jest, że teoretycznie piosenki słyszymy 1 raz (no a przynajmniej te nie z naszych krajów) i to chyba tylko jest plusem. Zbijają kasę na sms-ach (ktoś porównał że w UK płaci się jakieś grosze za sms a u nas - 2 albo 3 zł z VAT), a i tak zależy wszystko od tego jury. Moim zdaniem to cała ta gra sms-ami to ułuda i głupota, skoro jak widać zdanie jury może usadzić kogoś na ostatnim miejscu, zamiast 5.
Bo cycki. Aha. Kurde, niedługo kobietom będzie się amputowało piersi, bo mniejszość będzie urażona. No ja pierdzielę, wszędzie w showbiznesie są cycki, ale nie - na Eurowizji nie lubimy cycków. Lubimy faceta, który jak wygląda jak kobieta, ale ma brodę. Okej.
Zdarzyło mi się ostatnio wygłaszać przemówienie nt. twórczości Shakespeare'a. Ten kto czytał, albo chociaż szczątkowo zna Macbetha wie, że występują tam czarownice które wyglądają jak kobiety, ale nie... Banquo mówi że ma wątpliwości bo mają brody. Starałam się zachować powagę mówiąc o tym, ale szelmowski uśmiech był silniejszy niż wyrachowana i poważna mina. Ludzie też się roześmiali, widząc jak ruchem dłoni "pokazałam brodę". A to było dość poważne zgromadzenie muszę przyznać.
Conchita jeździ na wózku o nazwie - SZOK. Zszokuj. Pokaż coś czego nikt nie zrobił. Czytaj o sobie w gazetach, oglądaj w telewizji, whatever. Jesteś sławny/a, ale kosztem... no właśnie. Jak to mówią - trzeba się zeszmacić żeby się wzbogacić. Ale powiem też jeszcze jedno - taka sława znika po miesiącu, dwóch. Jeśli nie ma się za grosz talentu (tu już o Conchicie nie mówię, ja śpiewam gorzej od niej, niech ma) którym można porwać tłumy... to tylko taki sposób zdobycia sławy pozostaje. Więcej mam szacunku do aktora teatralnego na West Endzie, chociażby grał ponaddziesięcioplanową rolę - aby ją dostać musiał pewnie włożyć w to kilka lat pracy i kupę forsy + mieć chociaż szczątki talentu, a Conchita? Kurs śpiewania, producent nagrany i chaaajda na Eurowizję. I oczywiście my wszystkim się tym podniecamy, to znaczy - pisząc o niej chociaż słowo, od razu uskuteczniam jej popularność, no cóż - życie.
Aha i po co ona przyszła na Eurowizję? Walczyć o tolerancję?
Sorry, ale taki Freddie Mercury o tolerancję walczyć nie musiał. Chociaż przebierał się za kobietę i był biseksualistą, to ludzie go kochali mimo wszystko. I ja też. A Conchita na to nie zasługuje.
Ale żeby nie było, pójdę teraz w przeciwną strone. Donatan i Cleo.
Po pierwsze - nie przepadam za tym typem muzyki. Nie przepadam za jakimiś rapsami, hiphopami, czy jak to się tam nazywa, nawet nie wiem co to za konkretny typ jest. Ale z folklorem, tańcami i śpiewami ludowymi styczność miałam (nawet długą) i powiem tyle: gówno ma się to do folkloru. Wyciąganie na siłę głosu to nie śpiewanie, to skrzeczące wycie. Aż się boję patrzeć w nuty jak "wesoło" to wygląda. Już nie wspomnę o tym, że sama melodia jest jakby z dupy, nic w niej nie chwyta oprócz tego klaskania jak u Rubika. Cleo, fajnie że śpiewasz, ale naśladowanie Azarenki to takie średnie śpiewanie.
Aha i nie sugeruję się tym że piosenka popularna, bo fajna. Zrobił Donatan "Nie lubimy robić" z Luxurią (o niej to chyba osobny temat bym musiała założyć), "gimbaza" podłapała, nakręcała i tak będzie robić z każdym teledyskiem w podobnym wykonaniu.
Po drugie - fajne przygotowanie do Eurowizji. Nie chce nam się gadać po angielsku, prosimy o translatora, "będzie szybciej". No dobra, wiem że w stresie zapomina się 90% słownictwa obcego i mówi się gorzej od brytyjskiego pięciolatka. Ale międzynarodowy konkurs do czegoś zobowiązuje, i chyba jeśli wychodzimy na scenę przed tysiącami ludzi, to opanowanie stresu ma się raczej w jednym paluszku.
I po trzecie - po cholerę ten Donatan. To znaczy, widzę że gość ma jakichś tam swoich odbiorców i tak dalej, ale czy naprawdę musi być zawsze to Donatan&ktoś tam? Weźmy na przykład tego no... Pitbulla (chociaż jego też nie lubię). Mówi np. Red One i tyle. Nie ma w tytule go na 1 miejscu, jeśli w ogóle jest (a jest popularny wśród współczesnych producentów). To świadczy o tym, że nie muszą się na siłę reklamować, a i tak kasa bądź fama ich wypromuje... I ani razu nie widziałam aby łaził z wokalistą na koncertach ani promował się mocno w każdym teledysku. Co to, to nie...
***
notka: Zepsuta się nieco spóźni, proszę o wyrozumiałość; o ile Syndrom mogę wrzucać metodą copypaste, to tutaj mam trochę inaczej. Z góry dzięki,
Chanka.
Bierzcie mnie za homofoba, czy jak to tam się nazywa - ja jestem tolerancyjna. Bardzo tolerancyjna. Ale jeśli to "coś" wygrywa, bo jest babą z brodą, no to żegnam. Istny cyrk (a jak to było? babę z brodą kiedyś pokazywali tylko w cyrku?).
Cała ta Eurowizja to w ogóle jedno, niepotrzebne i głupie wydarzenie. Fajnie jest, że teoretycznie piosenki słyszymy 1 raz (no a przynajmniej te nie z naszych krajów) i to chyba tylko jest plusem. Zbijają kasę na sms-ach (ktoś porównał że w UK płaci się jakieś grosze za sms a u nas - 2 albo 3 zł z VAT), a i tak zależy wszystko od tego jury. Moim zdaniem to cała ta gra sms-ami to ułuda i głupota, skoro jak widać zdanie jury może usadzić kogoś na ostatnim miejscu, zamiast 5.
Bo cycki. Aha. Kurde, niedługo kobietom będzie się amputowało piersi, bo mniejszość będzie urażona. No ja pierdzielę, wszędzie w showbiznesie są cycki, ale nie - na Eurowizji nie lubimy cycków. Lubimy faceta, który jak wygląda jak kobieta, ale ma brodę. Okej.
Zdarzyło mi się ostatnio wygłaszać przemówienie nt. twórczości Shakespeare'a. Ten kto czytał, albo chociaż szczątkowo zna Macbetha wie, że występują tam czarownice które wyglądają jak kobiety, ale nie... Banquo mówi że ma wątpliwości bo mają brody. Starałam się zachować powagę mówiąc o tym, ale szelmowski uśmiech był silniejszy niż wyrachowana i poważna mina. Ludzie też się roześmiali, widząc jak ruchem dłoni "pokazałam brodę". A to było dość poważne zgromadzenie muszę przyznać.
Conchita jeździ na wózku o nazwie - SZOK. Zszokuj. Pokaż coś czego nikt nie zrobił. Czytaj o sobie w gazetach, oglądaj w telewizji, whatever. Jesteś sławny/a, ale kosztem... no właśnie. Jak to mówią - trzeba się zeszmacić żeby się wzbogacić. Ale powiem też jeszcze jedno - taka sława znika po miesiącu, dwóch. Jeśli nie ma się za grosz talentu (tu już o Conchicie nie mówię, ja śpiewam gorzej od niej, niech ma) którym można porwać tłumy... to tylko taki sposób zdobycia sławy pozostaje. Więcej mam szacunku do aktora teatralnego na West Endzie, chociażby grał ponaddziesięcioplanową rolę - aby ją dostać musiał pewnie włożyć w to kilka lat pracy i kupę forsy + mieć chociaż szczątki talentu, a Conchita? Kurs śpiewania, producent nagrany i chaaajda na Eurowizję. I oczywiście my wszystkim się tym podniecamy, to znaczy - pisząc o niej chociaż słowo, od razu uskuteczniam jej popularność, no cóż - życie.
Aha i po co ona przyszła na Eurowizję? Walczyć o tolerancję?
Sorry, ale taki Freddie Mercury o tolerancję walczyć nie musiał. Chociaż przebierał się za kobietę i był biseksualistą, to ludzie go kochali mimo wszystko. I ja też. A Conchita na to nie zasługuje.
Ale żeby nie było, pójdę teraz w przeciwną strone. Donatan i Cleo.
Po pierwsze - nie przepadam za tym typem muzyki. Nie przepadam za jakimiś rapsami, hiphopami, czy jak to się tam nazywa, nawet nie wiem co to za konkretny typ jest. Ale z folklorem, tańcami i śpiewami ludowymi styczność miałam (nawet długą) i powiem tyle: gówno ma się to do folkloru. Wyciąganie na siłę głosu to nie śpiewanie, to skrzeczące wycie. Aż się boję patrzeć w nuty jak "wesoło" to wygląda. Już nie wspomnę o tym, że sama melodia jest jakby z dupy, nic w niej nie chwyta oprócz tego klaskania jak u Rubika. Cleo, fajnie że śpiewasz, ale naśladowanie Azarenki to takie średnie śpiewanie.
Aha i nie sugeruję się tym że piosenka popularna, bo fajna. Zrobił Donatan "Nie lubimy robić" z Luxurią (o niej to chyba osobny temat bym musiała założyć), "gimbaza" podłapała, nakręcała i tak będzie robić z każdym teledyskiem w podobnym wykonaniu.
Po drugie - fajne przygotowanie do Eurowizji. Nie chce nam się gadać po angielsku, prosimy o translatora, "będzie szybciej". No dobra, wiem że w stresie zapomina się 90% słownictwa obcego i mówi się gorzej od brytyjskiego pięciolatka. Ale międzynarodowy konkurs do czegoś zobowiązuje, i chyba jeśli wychodzimy na scenę przed tysiącami ludzi, to opanowanie stresu ma się raczej w jednym paluszku.
I po trzecie - po cholerę ten Donatan. To znaczy, widzę że gość ma jakichś tam swoich odbiorców i tak dalej, ale czy naprawdę musi być zawsze to Donatan&ktoś tam? Weźmy na przykład tego no... Pitbulla (chociaż jego też nie lubię). Mówi np. Red One i tyle. Nie ma w tytule go na 1 miejscu, jeśli w ogóle jest (a jest popularny wśród współczesnych producentów). To świadczy o tym, że nie muszą się na siłę reklamować, a i tak kasa bądź fama ich wypromuje... I ani razu nie widziałam aby łaził z wokalistą na koncertach ani promował się mocno w każdym teledysku. Co to, to nie...
***
notka: Zepsuta się nieco spóźni, proszę o wyrozumiałość; o ile Syndrom mogę wrzucać metodą copypaste, to tutaj mam trochę inaczej. Z góry dzięki,
Chanka.
sobota, 10 maja 2014
Z buta wjechałam, a teraz grzecznie zapukam.
Cześć.
Zakładając wczoraj tego bloga, nie wpadłam na to, aby powiedzieć coś o sobie.
No chciałam być Gallem Anonimem, ale starczy mi że jestem Chanią. Nie podam swojego wieku, ani miejsca zamieszkania - chcę być takim Internetowym Nikim. Wyjechałam Wam tutaj z tygodniową niemal przedmową ostrzegawczą, w ogóle nie myśląc jaką Chankę-Chamkę z siebie robię
Moją pasją od kilku lat jest zaszywanie się w swoim pokoju i wymyślanie niestworzonych historii, które mam nadzieję są dość orginalne. Nie są jednak to bajki o kucykach dla dzieci, stąd może to powitanie przedmową było dość chłodne.
Przedmowa dotyczy bardziej mojej tasiemcowej opowieści "Zepsuta" ciągnącej się niegorzej niż Moda na Sukces. W sumie coś w tym jest, ale tutaj przynajmniej się pośmiejecie, i przynajmniej nie z tego, że cały odcinek "Ridż" nastawia wodę na herbatę. Czy tam kawę. Whatever.
Mam wielką ochotę JUŻ wstawić pierwszy odcinek "Zepsutej", a konkretniej jej prolog, lecz muszę ją poprawić - pierwsze strony są okropnie nieskładne i biedne umysłowo - dlatego z koleżanką postaram się poprawić te dziewicze rozdziały, żebyście się nie przestraszyli że Chanka pisze jak średnio rozgarnięty szympans.
Ale mam coś dla Was zgoła innego na dziś. Mam dość krótką nowelkę (no dobra, nie taką tam nowelkę, ma ponad 100 stron - ale w moim przekonaniu jest to niewiele, patrząc na "Zepsutą").
O czym będzie? Dobra, zrobimy mały teaser...
Rok... nieważne. Czasy "w miarę współczesne". Poznacie pewnego Michaela Collinsa, świeżo upieczonego psychiatry, który dostaje na pierwszy ogień bardzo ciekawy przypadek obłąkanego chłopaka. Będzie on zmagał się z jego cierpieniem i starał się go wyleczyć, jednak ... może nie będę tego dalej mówić, bo nie będzie tej szczypty emocji, czyż nie?
Będzie schiza. Będzie zło. Będzie psychiatryk. Będzie motyw Złego Naukowca. Zła kobieta też będzie.
Napisałam to pod wpływem pewnej gry o nazwie "Outlast". No "Syndrom Paryski" aż tak w dechę odrealniony to nie jest, ale podpowiem że sama gra jak i Syndromik spowodowały iż Chania trochę bała się w nocy zasnąć, albo siedzieć i produkować się o 3:00. Może i Chania trochę przewrażliwiona jest, ale jest to jedyna moja "opowiastka" słabo nacechowana komedią. Chyba tylko dla ludzi raczej niewrażliwych.
Chania pomyśli ile Wam dziś podeśle do przeczytania (pewnie jeden rozdział, albo pół), i wrzuci tekst wieczorem. Szukajcie na głównej, bądź w zakładce pt. "Syndrom Paryski".
Chania.
Zakładając wczoraj tego bloga, nie wpadłam na to, aby powiedzieć coś o sobie.
No chciałam być Gallem Anonimem, ale starczy mi że jestem Chanią. Nie podam swojego wieku, ani miejsca zamieszkania - chcę być takim Internetowym Nikim. Wyjechałam Wam tutaj z tygodniową niemal przedmową ostrzegawczą, w ogóle nie myśląc jaką Chankę-Chamkę z siebie robię
Moją pasją od kilku lat jest zaszywanie się w swoim pokoju i wymyślanie niestworzonych historii, które mam nadzieję są dość orginalne. Nie są jednak to bajki o kucykach dla dzieci, stąd może to powitanie przedmową było dość chłodne.
Przedmowa dotyczy bardziej mojej tasiemcowej opowieści "Zepsuta" ciągnącej się niegorzej niż Moda na Sukces. W sumie coś w tym jest, ale tutaj przynajmniej się pośmiejecie, i przynajmniej nie z tego, że cały odcinek "Ridż" nastawia wodę na herbatę. Czy tam kawę. Whatever.
Mam wielką ochotę JUŻ wstawić pierwszy odcinek "Zepsutej", a konkretniej jej prolog, lecz muszę ją poprawić - pierwsze strony są okropnie nieskładne i biedne umysłowo - dlatego z koleżanką postaram się poprawić te dziewicze rozdziały, żebyście się nie przestraszyli że Chanka pisze jak średnio rozgarnięty szympans.
Ale mam coś dla Was zgoła innego na dziś. Mam dość krótką nowelkę (no dobra, nie taką tam nowelkę, ma ponad 100 stron - ale w moim przekonaniu jest to niewiele, patrząc na "Zepsutą").
O czym będzie? Dobra, zrobimy mały teaser...
Rok... nieważne. Czasy "w miarę współczesne". Poznacie pewnego Michaela Collinsa, świeżo upieczonego psychiatry, który dostaje na pierwszy ogień bardzo ciekawy przypadek obłąkanego chłopaka. Będzie on zmagał się z jego cierpieniem i starał się go wyleczyć, jednak ... może nie będę tego dalej mówić, bo nie będzie tej szczypty emocji, czyż nie?
Będzie schiza. Będzie zło. Będzie psychiatryk. Będzie motyw Złego Naukowca. Zła kobieta też będzie.
Napisałam to pod wpływem pewnej gry o nazwie "Outlast". No "Syndrom Paryski" aż tak w dechę odrealniony to nie jest, ale podpowiem że sama gra jak i Syndromik spowodowały iż Chania trochę bała się w nocy zasnąć, albo siedzieć i produkować się o 3:00. Może i Chania trochę przewrażliwiona jest, ale jest to jedyna moja "opowiastka" słabo nacechowana komedią. Chyba tylko dla ludzi raczej niewrażliwych.
Chania pomyśli ile Wam dziś podeśle do przeczytania (pewnie jeden rozdział, albo pół), i wrzuci tekst wieczorem. Szukajcie na głównej, bądź w zakładce pt. "Syndrom Paryski".
Chania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)