Chanka

Chanka

wtorek, 2 grudnia 2014

Akt 2 - Daleko od noszy


Udaję że śpię. Nie czuję nic, po za tym, co myślę, a myślę dużo. To „wydarzenie” bardzo mnie zabolało, i psychicznie, i fizycznie. No nikt normalny nie używa jakichś metod, który nie powstydziłby się sam Adolf, aby wyeliminować kogoś ze swojego otoczenia, dajcież spokój! Szkoda że mnie pod prysznicem cyklonem nie zagazowała, i mydła ze mnie nie zrobiła… Co to w ogóle miało być?! To była próba morderstwa, no ja cież, próba morderstwa jak w ryj strzelił.
Nie może tak zostać. Tak nie może po prostu być! Czub taki w mojej okolicy to po prostu mieszanka wybuchowa, ja nie chcę nikomu zabijać albo sponiewierać ciotuni. Znacie mnie, wiecie jaka jestem. I się nie zmienię. Nie… nie będę się zmieniać, i niepotrzebnie to robiłam! Na nic to! Trzeba było zostać z Kubą, to był normalny człowiek, bynajmniej nie był ani wystrzałowy, ani przeciętny. Był po prostu taki łagodny i spokojny. Kuba to rozwodniony keczup w porównaniu do tego koncentratu pomidorowego zaprawianego chilli, który mi się tu teraz zrobił. Masz kurde, to co chciałaś. Nie spodziewałaś się jednak nieoczekiwanego gratisu dołączanego do zestawu, takie jabłko z Happy Meala, które wszyscy mają w dupie, bo wolą wpieprzać hamburgera czy inne psie żarcie. Znalazła się, zła Wiedźma z Królewny Śnieżki czy tam śpiącej Królewny… Trzeba przyjąć ultimatum.
Dłużej tego nie chcę ciągnąć, to wiem. Wiem, że ten mój blondyński mózg znów dał się porwać, i niepotrzebnie zrugałam Baśkę, gdy mówiła prawdę. Kuba zbyt łatwo się poddał… kurde, ale czemu ja zwalam na niego winę? To moja wina!
W tym czasie, gdy rozmyślałam gdzie przechodzi ludzkie pojęcie, i o której na nie czekać, usłyszałam znajome głosy na korytarzu. Łamany angielski z wyraźnym spolszczeniem i american-perfecto-adios-muchachos.
- It wasn’t after-drugs effect? To nie był efekt zażycia narkotyków? – zapytał Ray.
- Absolutely no. It was poison, called ‘Kret’. It’s for cleaning tubes in sink… iAbsolutnie nie. To była trucizna, nazywa się "Kret". To jest  do czyszczenia rur w zlewie. - odparł lekarz.
- What a lies, doctor! She’s taking drugs…! Co za kłamstwa doktorze! Ona ćpie! – krzyknęła Fonda.
- Maybe, but this reaction is not caused by it. Może, ale ta reakcja nie jest tym spowodowana.
Ray szybko ją odesłał z nieprzyjemnymi słowami na ustach i wszedł do sali. Lekko uśmiechnął się, i zamknął drzwi przed Jane, głęboko wzdychając, z wyraźnie zamyśloną miną. Wpatrywałam się w niego, oceniając, czy w ogóle jeszcze są jakieś szanse, czy jest jakiś sens…
- I don’t know what to say… Nie wiem co powiedzieć... - mruknął siadając na krześle obok. - … I know that you and she aren’t in good relations but… Wiem że ty i ona nie jesteście w dobrych stosunkach, ale...
- That situation was really important to me. Ta sytuacja była dla mnie bardzo ważna. – odparłam, monotonnie i nieco kaszląc.
- Why? Dlaczego? – zapytał, dosyć zaciekawiony, ale chyba bardziej zdziwiony.
- We must split up. Musimy zerwać. – bezwiednie wypowiedziałam to. Bardzo łatwo mi to przyszło.
- You’re… you’re kidding? Ty... ty żartujesz? – parsknął, niedowierzając.
- No, I’m really serious. That’s enough for me… since last years, I’m only suffering in this relationship. I can’t imagine next years of suffer, which could mean very, very fast end of my life, like you see. Nie, mówię prawdę. To za dużo dla mnie... ostatnie lata tylko cierpię w tym związku. Nie mogę sobie wyobrazić kolejnych lat cierpienia, które może oznaczać bardzo, bardzo szybki koniec mojego życia, jak sam widzisz. 
Ray spojrzał na mnie z przerażeniem. Nie mógł uwierzyć w to, co mówię.
- I can’t imagine my life without you… Nie mogę sobie wyobrazić bez ciebie życia...
- Tell that fucking bullshit to the tourists. Ray, we both know, that you are good speaker. Pretty talk, without any feelings, that what I see. That’s the end, understand it. Opowiadaj takie jebane pierdoły turystom. Ray, oboje wiemy że mówca z ciebie niezły. Gadka szmatka, bez żadnych uczuć, to jest to co widzę ja. – zaczęłam się niepotrzebnie tłumaczyć, bo po co.
- You’re breaking my heart you know? Łamiesz mi serce, wiesz? – zaczęła się biała gorączka.
- She broke my stomach, and heart too. That’s hard for me, too, but I must keep go on. I can’t take guilty for everything what… eyyy, I don’t wanna, end. A ona "złamała" mi brzuch i serce zresztą też. To też ciężkie dla mnie, ale muszę iść dalej. Nie mogę brać odpowiedzialności za wszystko co... ech, nie chcę, koniec.
- You don’t wanna. You don’t wanna, yeah? I want! I want you, I want to live with you, I want to spend my all fucking life by your side! And you… you don’t wanna. Nie chcesz. Ty nie chcesz, tak? Ja chcę! Chcę ciebie, chcę z tobą żyć, chcę spędzić całe moje kurwa życie obok ciebie! A ty... a ty nie chcesz.
- My choice. To mój wybór.
- Wanting can’t break us, you understand? It can’t! Chciejstwo nie może nas podzielić, rozumiesz? Nie może!
- So, take away your pretty Fonda Auntie, and I’ll be still standing next to you! No, to zabieraj stąd swoją super ciocię Fondę i będę stać wtedy za tobą!
Zapadła cisza. Wściekły i zbierający się na płacz Ray wstał, zaciskając pięści.
- Don’t try to select my family, okay?! Nie próbuj przebierać w mojej rodzinie, dobra?
- I don’t! I gave you choice, what you will do with it – it’s your showtime! Ja tego nie robię! Dałam ci wybór, co z tym zrobisz - to twój czas na przedstawienie!
Wyszedł. Wyszedł potrącając ciotkę, nie przepraszając jej – heh, a za co? – i zniknął gdzieś w szpitalnych czeluściach. Fonda weszła, niczym mademoiselle z torebeczką w ręku i zadartym nosem. Żachnęła się, spojrzała na mnie i pewnie zaczęła gadac.
- We both see, that you aren’t good woman for my Rae. That’s good what happened… Obie widzimy, że nie jesteś odpowiednią kobietą dla mojego Rae. Dobrze że to wszystko się stało...
- You happened, walking silicon. Ty się stałaś, chodzący sylikonie. – mruknęłam. – Get the fuck outta here, cheap whore. Wypierdalaj stąd, tania kurwo.
Fonda prychnęła, pokręciła głową i usiadła na brzegu mojego łóżka. Ponieważ nie można mi było się podnosic, zastrzeliłam ją tylko wzrokiem.
- You are in dangerous area. Get – the – fuck – outta – here, or I stab you with this pen. Don't try to let me prove it, that  I can.  Jesteś w niebiezpiecznych obszarze. Wy-pier-dalaj stąd, albo zadźgam cię tym długopisem. Nie próbuj nawet mnie dopuścić, żebym pokazała ci że umiem. Bo umiem.
- I should broke this apparatus, for sure, but I leave you. Don’t stay by Ray, that’s all. Powinnam zniszczyć to urządzenie (które trzyma cię przy życiu), dla pewności, ale zostawię cię. Nie obstawaj przy nim, to wszystko.
Wstała i wyszła, fukając debilne ‘doniewidzenia’. Idź pan w chuj, nie potrzebuję tu ciebie.

Kiedy przestałam wrzeć z powodu tej głupiej wizyty, okryłam się i zwinęłam w kłębek, ściskając długopis w ręku. A niech przyjdzie jeszcze raz, to dźgnę bez ostrzeżenia… i tak w ogóle, to powinnam ją oskarżyć. Ale to musi być mój super atut, taki as w rękawie, gdyby coś się jeszcze działo…

poniedziałek, 1 grudnia 2014

AKT I - Wo-wo-wodorotlenek sooooodu w roli PAVULONU



Jak zwykle po pracy i zjedzeniu obiadu, siadłam sobie do komputera. Fonda wraz z Wyciorem, czytaj: psem, siedziała sobie w pokoju, słuchając Steve Wondera. Jedno, w kółko i to samo. Oby wyłączyli prąd dzisiaj, jak słowo daję.
Rysując sobie, nawet mi nie przemknęło przez myśl, że Ray’a coś długo nie ma. Bardziej wpieniał mnie sam fakt, że Fonda podczas mojej nieobecności, przegrzebała mi wszystkie półeczki, regaliki i pudełeczka w mieszkaniu. Efektem był natychmiastowy najazd na mnie, na co pomruknęłam, że to chyba niedługo będzie jej ostatni Zajazd na Litwie. Czepiła się, że jest źle poukładane, że to powinno być tam, a nie w tym pokoju i że to jest niefunkcjonalnie, a to to w ogóle nie wyprasowane, kosmetyki walają się w szufladzie i brudzą spód, MÓJ pies wszędzie zostawia sierść (notabene: białą, a Doktorek jest rudo – płowy, ma tylko na piersi trochę białego krawata), moje włosy są wszędzie. A, no i sugerowała mi to i tamto, czyli, czy nie przypadkiem nie złapałam Ray’a na ‘męską powinność i odpowiedzialność ponoszenia za siebie i swoje echem echem konsekwencji’. Łatwo się domyślić co jej chodziło po głowie. Wtedy naprawdę zrobiło mi się przykro. Zaczęła mimowolnie mruczeć, że jak z taką wywłoką można chcieć spędzić życie. I kiedy jej zanegowałam, stwierdziła, że w sumie racja, bo co to za brzydkie dzieci by były. Miarka się powoli przebierała, gdy podłożyła dyktafon w moim pokoju, lub gdy grzebiąc dziś właśnie po szafkach, znalazła … coś co nie należy do mnie, lecz do Ray’a, chociaż jeśli bardzo chcemy oboje, to jest to bardziej znaczące dla mnie niż dla niego. Wiecie co to?
Z tego natłoku myśli wyrwało mnie spojrzenie na płytę Fify i nagła chęć popatolenia w nogę na padzie. A czemużby nie?
Grając, co chwila wyhaczałam, czy aby Fonda nie wchodzi mi właśnie do pokoju, bo stwierdziła by, że mogłabym poukładać w szafkach jeszcze raz, abym się nauczyła sekwencji układania rzeczy. Tag kuffa. Będę układać jeszcze śmieci w koszu alfabetycznie, kolorami i pod względem zawartości siarczanu miedzi w składzie… a potem i tak się okaże, że to te o najwyższym składzie miały być na dole a nie na górze.
Mój szyderczy uśmiech przerwało wyraźne zapukanie do drzwi. To ona wie, co to znaczy PUKAĆ? Hehe i to w tym sensie?!
No way.
- Sweetie? Cukiereczku? – oh, oh, jak słodko, kisiel w majtach z wrażenia.
- … yeee… - mruknęłam grubo, wyraźnie zdenerwowana. Otworzyła drzwi i postawiła przede mną ciastko i herbatę. Pyekno wu zetkę i herbattę. Aż mi ślinka poleciała.
- I’m very sorry for my behaviour, I wanna repair it. Chcę cę przeprosić za moje zachowanie. Chciałabym to naprawić. – odpowiedziała dosyć sztucznie, uśmiechając się, widać było złogi botoksu w jej twarzy. Patrząc na nią, chwilę widziałam w niej Czarownicę ze Śpiącej Królewny czy tam Królewny Śnieżki. Nie wiem czemu.
- Thank you. Dziękuję. – odparłam, nie spuszczając z niej wzroku, myśląc czemu służy to ciasto, i czy to nie jest misja – pogrubmy sukę, niech się przestanie podobać. Z tą myślą się nie rozstałam. Wyszła.
Oparłam się o ścianę, pociągnęłam nosem, czując wyraźny zapach jakiegoś chemikalium, rzuciłam podejrzenie na wcześniej wytarty spirytusem monitor, i stwierdziłam, że mam jakieś urojenia z tego wszystkiego. Wszakże była już dość późna godzina, Ray wróci dopiero za dwie godziny… sięgnęłam po ciastko i jak gdyby nigdy nic, pocinałam dalej w Fyfę, racząc się tym prezentem przeprosinowym.
Gdy była druga połowa, nagle ogarnęło mnie przeczucie, kurde, tu jest coś nie tak. Wuzetka to polskie ciasto. Skąd je ma? … nie mogła, nie mogła go upiec! A może kupiła. Zaczynam mieć naprawdę jakąś dziwną obsesję…
Chwilę potem zaczął mnie okropnie boleć brzuch. Myślałam, że to pewnie przez ten stres, czy inne pierdoły, ale przekonałam się, że to nie to, gdy już leżąc z bólu na podłodze. Paliło mnie gorzej niż po papryczce chilli. Dalej już tylko zwymiotowałam krwią, dusząc się i jęcząc z bólu. Fonda tylko zza drzwi się uśmiechnęła, zerkając ukradkiem. Zimna, wyrachowana suka. A może tylko mi się zdawało. Tego było za wiele. W myślach mi się ciskały myśli, o tym, czy trzeba będzie jechać do szpitala, czy może obejdzie się w domu, Ray zna się na tych pierdołach, w końcu był na Akademii Medycznej. Oby obeszło się bez opcji trumny. Ale to chyba nie aż tak, może to zwykły środek, nie wiem, na przeczyszczenie. Gdy tylko to pomyślałam, krew znów pociekła mi ciurkiem z ust. No, to chyba jestem jednak w błędzie.
Moje przemyślenia przerwał trzask drzwi wejściowych, piskliwe rzępolenie Jane, o tym jak się naćpałam, co jej nagadałam, i że jeszcze kopnęłam jej psa, a ona sama zdążyła mnie zamknąć w pokoju. Zaciskałam zęby i ze wściekłości i z bólu.
W drzwiach stanął Ray. Ledwo co go widziałam, bo już targał mną chyba któryś ze wstrząsów, a ja nawet nie pamiętam, co się w takiej chwili robi. No przynajmniej głównej roli nikt mnie nigdy nie uczył. Lekko podejrzliwie spojrzał na mnie i uklęknął. Chciałam się podnieść, ale ta nieszczęsna próba była tylko żałosnym poderwaniem się, niczym kura, która z założenia latać nie umie, podrywa się w górę, chcąc to sobie udowodnić. Spytał mnie, co brałam. Wychrząkałam tylko ‘…she…’ i chlupnęłam krwią na podłogę. Ray, już trochę przerażony całą sytuacją, a wyglądający wprost jak na pogrzeb – w ubraniu pingwina – wyciągnął telefon i zapytał, czy dzwonić po karetkę. Kiwnęłam głową i dodałam, że może jeszcze na policję, na co zdziwił się i… i tu zemdlałam. Wstrząs spowodował utratę przytomności.
Porządny strzał z liścia w pysk zadany przez Jane skutecznie przywrócił mnie do wszystkich czynności życiowych. Ze wszystkich sił dźwignęłam się z zamiarem uderzenia jej w twarz, ale z misia[1], na co dwóch czerwono wystrojonych panów szybko zaprotestowało i sprowadziło mnie do wyjściowej pozycji, tłumacząc coś, aby się bez potrzeby nie ruszać. Gościo rozbił kilka owoców kurzej dupy[2] i odlał białko do szklanki, po czym podano mi to coś do picia. Oponowałam, mówiąc że nie mam ochoty pic czegoś, po czym zwymiotuję, na co ten odpowiedział, że o to właśnie chodzi. Jęknęłam i posłusznie przyjęłam białka, mleko i chyba cysternę wody. Potem jeden z nich powiedział, że bez płukania żołądka się nie obejdzie, o gastroskopii nie wspominając. Pobladłam i dusząc się, straciłam przytomność po raz drugi.



[1] Z pięści
[2] Kurzych jajek

niedziela, 30 listopada 2014

FAK JU GEJMS - challenge everyone!

Podniósł mnie i krzyczał, abym wypluła. Uśmiechnęłam się do niego, przełknęłam kawał papieru i roześmiałam się.
- I don’t know, who bought it, but if I would buy acid, it couldn’t be simple sheet of paper. Nie wiem kto to kupił, ale jeśli ja bym kupowała kwas, to nie mogłaby być to zwykła kartka papieru. – wybełkotałam.
Ray przerażony patrzył na mnie, potem wstał i wyciągnął telefon, chcąc dzwonić po karetkę. – That’s nothing, if it really was LSD, probably I’ll get high trip, but I can see the difference between tissue and paper. To nic, jeśli to serio było LSD, to najwyżej będę miała niezłego tripa, ale widzę różnicę między blistrem a papierem.
Pani wyraźnie się poddenerwowała i chciała się cicho ulotnić, ale zatrzymałam otwierające się drzwi nogą.
- If I didn’t get this shit, who brought this… something? Jeśli ja nie zdobyłam tego gówna, to kto przyniósł to... coś? – mruknęłam, wydmuchując dym.
- How could’you … ? Jak śmiesz... ? – obruszyła się i szarpnęła za klamkę. Ja wzruszyłam brwiami i zaciągnęłam się. Dotychczas krytyczny wobec mnie Wysoki, spojrzał dziko na ciotkę.
- Auntie… Ciociu... - pociągnął.
Popatrzyła na niego tak samo jak on na nią.
- Shame yourself. Wstydź się. – skwitował. – Old lady, and behaviour like in kindergarten. Starsza dama, a zachowanie jak w przedszkolu. – mruknął.
Na to roześmiałam się szeroko, i puszczając drzwi, wystąpiłam z łazienki.
- … like you. ...jak ty. – zwrócił się do mnie. Roześmiałam się na to jeszcze bardziej, i nie odwracając się, jęknęłam:
- A jak se tam chcesz… - i weszłam do swojego pokoju. Z szerokim bananem na ryju, usiadłam przy otwartym oknie, aby nie nasmrodzić tytoniem w pokoju. Przy okazji nasłuchałam się kazania, jakie wyprawił Ray ciotce, po czym wysłał ją do jej pokoju. Ja się z tego podśmiewałam, i przesiadując na parapecie, myślałam, czym zaskoczy mnie następnym razem…
W międzyczasie do pokoju zajrzał Ray, uprzednio pukając. Teraz będę udawać obrażoną, no bo powinnam… ale nie jestem. Rozśmieszyła mnie ta sytuacja.
- You don’t sleep? Śpisz? – zapytał głupio.
- No, I’m holding commode. Nie, trzymam kredens. – parsknęłam.
Ray wszedł za próg i usiadł na łóżku, wpatrując się w podłogę.
- What you think of that … ? Co o tym sądzisz? – zagaił.
- That she doesn’t like me, neither she doesn’t know me. Nie lubi mnie, pomimo iż wcale mnie nie zna. – parsknęłam.
- You’re angry … ? Jesteś zła?
- I’ll leave this without comment. I’m requesting only for calm in this flat. Nothing more. My body still hurts, and I should rest, not argue with your aunt, which calls me bitch. Pozostawię to bez komentarza. Proszę tylko o spokój w tym mieszkaniu. Nic więcej. Ciało nadal mnie boli, i powinnam odpoczywać, a nie spierać się z twoją ciocią, która nazywa mnie kurwą.
- She told it, because she was playing… Powiedziała to, bo grała...
- Look. Spójrz. – odwróciłam się od okna. – Play is fair, when you are holding by rules. There’s no rules, but I know one thing – I won’t call somebody whore, when I don’t know – ‘whoah, that’s this prostitute, I’ve seen her, doing… something what are doing whores’. Bitch is very hard word in elderly mouth, isn’t it? Gra jest spoko, kiedy trzymasz się zasad. A tu nie ma zasad, lecz wiem jedną rzecz - nie nazwę kogoś kurwą, kiedy nie wiem - łał to ta prostytutka, widziałam ją jak robiła... coś co tam robią kurwy. Kurwa to bardzo mocne słowo w ustach staruszki, nie?
- Nah… Ech...
- If she called me bitch, why she told it? You told her something … ? Jeśli nazwała mnie kurwą, to dlaczego to powiedziała? Powiedziałeś jej coś?
- You’re not whore, babe… Nie jesteś kurwą, kotku...
- You told her something … ? Powiedziałeś jej coś ... ?
- Honey… Kochanie...
- You told her. Powiedziałeś.
- Please… Proszę.
- No, nah… Okey, I slept with other man. But it isn’t whore-job. In her eyes, maybe, but no – in my eyes, and yours – I suppose – it isn’t, the fuck. No, spoko. Okej, spałam z innym facetem. Ale to nie jest kurewskie. W jej oczach być może, ale nie jest - w moich oczach i twoich - jak sądzę - też, no kurwa.
- S…
- No, now I’m talking. She must know something, huh, you told her. I’m very thankful, did good-job in start of my relationship with this lady. Thank you, kurwa mać, thank you. Nie, teraz ja mówię. Musi coś wiedzieć, heh, tyżeś jej powiedział. Jestem bardzo wdzięczna, odwaliłeś świetną robotę na samym początku znajomości z tą kobietą. Dziękuję, kurwa mać, dziękuję.
- … I was mentally ill, I had to. ... byłem chory psychicznie, musiałem.
- Don’t get it like your excuse for everything. Second thing – why she is still fucking in our relationship? In The sims we wouldn’t be good friends either. Nie bierz tego jako swojej wymówki na wszystko. Druga rzecz - czemu ona ciągle się wpierdala w nasz związek? w Simsach już dawno nie bylobyśmy dobrymi przyjaciółmi.
- In The sims, we could do hanky-panky after one day friendship. W simsach to moglibyśmy robić bara-bara po jednym dniu znajomości.
- Powiem ci nawet że w realu tak też można. Virginity is still not more as good? For what you told it? Dziewictwo to nadal nie więcej niż dobrze? Po co to powiedziałeś?
- That similarities in The sims aren’t similar to real life. Bo podobieństwa w Simsach nie są podobne do prawdziwego życia.
- You don't say. No nie gadaj.
- Seriously. Serio.
- You know what? I’d tell’ya something. This relationship will be broken. That’s my opinion, thank you. Wiesz co? Powiem ci coś. Ten związek się skończy (kiedyś). To moja opinia, dziękuję.
- Farewell? Żegnam?
- Yep, FAREWELL. Tak. ŻEGNAM.
Ray wstał i zmierzał już ku drzwiom, gdy wypaliłam:
- I’m sorry for my cold words. I’m just tired because of all this fucking without aim. Przepraszam za te zimne słowa, ale jestem po prostu zmęczona tym całym pierdoleniem bez powodu.
Odwrócił się, podszedł do mnie i usiadł obok.
- Don’t worry, she will like you... Nie martw się, polubi cię...
- I’m not talking about her… I’m talking about us… I know what’s happened, but… something’s changed, I don’t know what and why... Nie mówię o niej... mówię o nas... wiem co się stało, ale... coś się zmieniło. Nie wiem co i dlaczego...
- There’s no sensibility. You don’t caress of me, I don’t caress of you… With her it’ll be hard, because in every night I touched you, pampered and kissed… Anywhere I needed. Now, we must be separe, like a few centuries back. People can do it, why we not… Nie ma wrażliwości. Nie rozpieszczasz mnie, ja nie rozpieszczam ciebie... Z nią będzie ciężko, bo (kiedyś) każdej nocy dotykałem cię, pieściłem i całowałem. Kiedykolwiek potrzebowałem. Teraz, musimy być osobno, jak kilka wieków temu. Ludzie mogą to robić, czemu my nie...

- She won’t see us … touch me now… Nie zobaczy nas... dotknij mnie, teraz... - mruknęłam i przytuliłam się do Ray’a.

sobota, 29 listopada 2014

Zajebały żule mi, końcówkę od konewki...

Ze wściekłością, kilka razy zakładałam i zdejmowałam pościel, bo założyłam ją nie tak. W rzeczywistości, wściekałam się, jak można być tak niewyrobionym wychowawczo, że mało że ktoś gości ją w domu, to jeszcze wybiera sobie pokój nie gościnny, a gospodarza. No żesz ja pierdolę… echh. Szkoda słów. Wyszłam lekko zdenerwowana, a Pani na mój widok ‘ochnęła’ i zapytała, dlaczego nie jem z nimi, na co odparłam, że nie jestem głodna i poszłam do kuchni, z zamiarem sięgnięcia po browara, ale skończyło się na szklance wody. Tamta żachnęła się, że straszny kościotrup ze mnie i że muszę co najmniej utyć z 10 kilo, bo jak taki szkielet może zając się domem i rodzic dzieci. Na te słowa zachłysnęłam się i parsknęłam śmiechem, uderzyłam z impetem szklanką w blat  i opanowałam się, a Pani była nie tyle zażenowana, co zdziwiona.
- Am I not right? You’re woman I suppose. Czyż nie mam racji? Przypuszczam iż jesteś kobietą.
- Aye... Tak... – jęknęłam.
Całą patową sytuację przerwał Ray, który chyba po raz pierwszy nie zwalił na mnie obowiązku poinformowania Pani o pewnych rzeczach.
- Auntie, we are just in relationship now, not marriage… Ciociu, jesteśmy na razie tylko w związku, a nie w małżeństwie...
- But you have some ideas for life? Ale macie jakieś pomysły na życie?
W myślach przemknął mi tylko jeden obrazek:
- Ideas for life has Panasonic. Pomysły na życie ma Panasonic. – burknęłam. – I’m sorry, I must be honest – if you wanna me to be housewife, you confused address… Przepraszam, muszę być szczera - jeśli chce pani żebym była kurą domową, to pomyliła pani adresy...
- I know about it. Ja o tym wiem. – odparł.
- But I am not! Ale ja nie! – podniosła głos.
- Auntie, it’s our decision, to… Ciociu, to nasza decyzja...
- Not your! Not your! She converted you to urban-styled man, who keep using condoms, and after ten years marriage can’t have children! Nie twoja! Nie twoja! Przekształciła cię w takiego nowocześniucha, który ciągle używa prezerwatyw i potem po latach małżeństwa, nie może mieć dzieci!
- HAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAHAHAHHAHAHAHAAAA! – ryknęłam śmiechem, płacząc z ubawu i tupiąc z rozpuku. – I converted … ? Ja?
- Yes, you, modern-fashion girls, just want to have good sex, and beautiful body in your all life… Tak, wy, nowoczesne modnisie chcecie mieć tylko dobry seks i piękne ciało przez całe swoje życie...
- It’s not about that, madam… er, why who’s talk that talk don’t have children, is trying to tell me how to procreate baby? To nie chodzi o to, proszę pani... e, w ogóle dlaczego ktoś kto gada taką gdkę, nie ma dzieci i próbuje mi powiedzieć jak płodzić dzieci?
Ray spojrzał się na mnie dzikim wzrokiem, że mogłam tego nie mówić. Fonda natomiast przestała przeżuwać jedzenie i wbiła we mnie wzrok.
- You don’t know my life, Little girl.  Nie wiesz co przeżyłam, mała dziewczynko.– wycedziła.
- Yeap, I don’t know, but I do, that you don’t have. So? Tak, nie wiem, ale wiem że nie ma pani. Więc?
- I was raising up other’s babies. Why am I … Wychowywałam czyjeś dzieci. Czemu ja...
- STOP. – burknął Ray, wyraźnie zdenerwowany.
- No, no, you girl aren’t childless I hope, and you should … Nie, nie, nie jesteś kochana bezpłodna, mam nadzieję, i powinnaś...
- Nobody will tell me what I should do or not. It’s not that… Nikt mi nie będzie mówił co powinnam a czego nie. To nie chodzi o to że...
- What not that, what not that? This is it …! You are batten on man, which want to have full family… Co nie chodzi o to, co nie chodzi o to? To jest to! Trafiłaś na faceta który chce mieć pełną rodzinę...
- Auntie… Ciociu...
- Prrrreeettyyy, I KNOW! But I’m the one person in this room which has permanent job! Świetnie, WIEM! Ale jestem jedyną osobą w tym pokoju która ma stałą pracę!
Sala zamilkła.
- Rae, you didn’t tell me that… Rayusiu, nie powiedziałeś mi tego...
- Auntie, I have job, but… Ciociu, mam pracę, ale...
- Rae…! Rayusiu...!
I sprawa przeszła na jego głowę. Minę miałam zadowoloną, i byłam cała uchachana przez tę sytuację. Do czasu, gdy babeczka siedziała godzinę w kibelku wykonując toaletę wieczorną, a potem toaletę wieczorną pieska. Ja pierdyle…
Usiadłam w poprzednim ubiorze po turecku na podłodze i gapiłam się prosto w telewizor, chrupiąc chipsy. Fakt faktem, że nawet go nie włączyłam. Zaintrygowało mnie coś innego… zapach. Zajebisty zapach kwasu. Tego KWASU. Jestem tak wyczulona. Czuję jak pies policyjny, kurna LSD 25 jak jasny… ciul.
Ray usiadł obok, i jak gdyby nigdy nic, włączył telewizor. Trącił mnie stopą, śmiejąc się, czemu siedzę na podłodze.
- You feel it? Czujesz to?
- What … ? Emotions? Co...? Emocje?
- No, acid, the fuck. Nie kurwa, kwas.– mruknęłam oglądając się po całym pokoju. Gdzieś to musi być.
- Acid? Ther…? Kwas? T...? – zagadnął – …oh gosh… don’t try to tell me that you bought acid… Na Boga, nie próbuj mi powiedzieć że kupiłaś kwas...
- No, in any fucking way. Nie, w żadnych kurewskim wypadku. – mruknęłam ponownie. – It’s smells like acid. Tu coś wali jak kwas.
Ray po raz kolejny zmierzył mnie wzrokiem, wstał do obrazu, przeszukał, i do cegły też poszedł. No nic tu nie ma.
A mnie czuć z pokoju Pani.
- Ray… that’s she. Ray, to ona. – wskazałam na drzwi od sypialni.
Mogłam tego nie mówić, bo po prostu zabił mnie wzrokiem i bardzo się zdenerwował. Naprawdę, bardzo się zdenerwował.
- Honey, I see that you aren’t in good relations with she, but don’t do these horrible things on her, okay? Kotku, widzę że nie jesteś z nią w dobrych relacjach, ale nie rób jej tych okropnych rzeczy, okej? – powiedział, choć wyraźnie powstrzymywał się od krzyczenia. Strasznie go to poirytowało, I szczerze mówiąc, rzadko widywałam go z takimi emocjami.
- I’m just saying, but… Hey. I didn’t throw her drugs, that’s what you thought? Ja tylko mówię, ale... Hej. Ja nie podrzuciłam jej narkotyków, to tak pomyślałeś? – zdenerwowałam się I ja. – If your aunt has similar problem to mine… Jeśli twoja ciotka ma podobny problem do mojego...
- She has not. Nie ma. – wyrecytował głośno.
- How could you know? A skąd wiesz? – wyszczerzyłam się ironicznie, wstając.
- That’s disgusting, what you’ve done. To obrzydliwe co zrobiłaś. – mruknął. – I didn’t expect it from you. Nie spodziewałem się tego po tobie.
Parsknęłam.
- Nothing is disgusting. Right. Nic jest obrzydliwe. Spoko. – obraziłam się, i poszłam do swojego pokoju, trzaskając drzwiami. Położyłam się i gapiąc się w sufit, rozmyślałam, skąd zapach kwasu… Nic jej nie podkładałam, sama nie biorę, to musi być ona. Nie wiem, co chce tym osiągnąć… ale to chyba nie będzie nic dobrego.
Zasnęłam, ale i tak obudziłam się koło czwartej w nocy. Obudził mnie ktoś, kto wchodził do mojej łazienki.
Pani zabrała się za przeszukiwanie mojej osobistej skrzyneczki, i powypieprzała w sumie wszystko na komodę, starannie przekładając rzeczy… Pomyślałam sobie – pewnie wypełnia misję – Zabić Antykoncepcję. Której i tak nie używam, buahahaha. Powywala mi pewnie wszystkie leki przeciwbólowe i takie inne od stawów… pal to sześć. Wyciągnie się z kosza.
Wróciłam niezauważona do wyra, i poszłam smacznie spać. Wszystko byłoby okej, gdyby nie wjazd Pani do mojego pokoju z krzykiem na mnie, i na Raya, jego wołając, mnie … delikatnie mówiąc – brzydko nazywając.
Deszczu się wkurzył. Deszczu się bardzo zdenerwował. Delikatnie wkur…
Ray pierwszy wparował, niedospany do łazienki i cierpliwie słuchał, co ma Pani do powiedzenia. Ta natomiast darła:
„I don’t know, why you are still with that drug maniac! I told you that addicted are addicted till the end of their life…!” Nie wiem dlaczego jesteś dalej z tym maniakiem narkotyków! Powiedziałam ci że uzależnieni są uzależnieni do końca swojego życia!
Obudził się trochę przez to darcie paszczy i zmarszczył brwi.
- What you want to say, auntie? Co chcesz przez to powiedzieć ciociu?
- Leave this brownin’ bitch, and … Zostaw tą "dającą sobie w żyłę" kurwę i ... - krzyczała.
- No chyba kurwa nie bitch, bo zajebie… - syknęłam, idąc. Weszłam do łazienki i zastałam wymachująca kobitę blistrem LSD. – And that it’s elezdi, this is to take under tongue, not to brown… A to jest LSD, to się bierze pod język a nie wstrzykuje w żyłę...  - burknęłam. – And this shit is not my… I do tego to gówno nie jest moje...
- And it’s my bag … ? A to moja torebka? – krzyknęła piskliwie. Mimochodem zdałam sobie sprawę że mam przejebane u sąsiadów.
- You were here at night, I saw you… I mustn’t tell anymore. Byłaś tu w nocy, widziałam cię... nic więcej nie muszę mówić. – mruknęłam, spoglądając na Ray’a.
Nie tego się spodziewałam. Sądziłam, że mnie wesprze przeciw niej. Było zupełnie odwrotnie. Słuchał, patrząc groźnie na mnie i kiwając głową, gdy tamta krzyczała, że narkotyki to zło świata, et cetera, et cetera.
W tym całym amoku, usiadłam na kiblu, odpaliłam papierosa, spojrzałam gdzieś w przestrzeń, a każde słowo, uderzało we mnie jak kula w płot. Z początku leciały tylko drzazgi, ale zaczynam się chylić ku upadkowi. Upadek ten był przenośnią utraty cierpliwości i opanowania.
Pani położyła blister na komodzie, skąd dobrze mogłam się mu przyjrzeć. Chrząknęłam i roześmiałam się, ucinając kazanie państwa Amerykanów. Wstałam, podeszłam do komody, zerwałam cały rząd dawek i wpakowałam sobie z uśmiechem do ust.

Pani zamarła a Ray krzyknął „Jezus Maria!” i rzucił się na mnie, wywracając nas oboje na podłogę.